poniedziałek, 9 grudnia 2013

Te koszmarne konserwanty.

Dziś z archiwum dawnego KZ odtwarzam dyskusję sprzed roku na temat zdrowej żywności, zawartych w codziennie kupowanych produktach konserwantów oraz produktów prosto od rolnika. Czy zawarte informacje są dalej aktualne?


Baba ze wsi
(wędliny) 
Czy mogę podsunąć tu link do forum wędliniarskiego? Tam można się dowiedzieć jak samemu zrobić kiełbasy i szynki - gotowane, wędzone, jak zrobić małą wędzarnię i inne rzeczy - i gdzie dostać akcesoria lub jak je zastąpić:)
http://www.wedlinydomowe.pl/

ja złożyłam sobie starą maszynkę do mięsa i przynajmniej pasztet zrobiłam na chleb, z wątroby i kawałków mięsa, a lejek do kiełbas też mam, tylko jeszcze nie dojrzałam :D

Jak zrobić prosty ser w domu też widziałam przepisy, jak znajdę to dorzucę - tylko dorwać prawdziwe mleko od krowy...


futrzak
(dot. soli jako konserwantu)
www.futrzak.wordpress.com

soli nie ma sie co bac. Nie ma zadnych wiarygodnie przeprowadzonych padan wskazujacych na szkodliwosc soli. Wrecz pzeciwnie: dieta bez soli prowadzi do bardzo powaznych problemow.
To, ze sol jakoby podwyzsza cisnienie to mit.
Tutaj obszerniej na ten temat:
http://www.westonaprice.org/vitamins-and-minerals/salt-and-our-health


Art
(o benzoesanie sodu)

Odniosę się  do benzoesanu sodu,
Piszesz, że jest to związek rakotwórczy, co jest nieprawdą. jest to związek naturalnie występujący w np. jagodach lub żurawinie, grzybach, cynamonie, goździkach, kefirach i jogurtach. Czy o wyżej wymienionych też napiszesz, że są rakotwórcze?
Rakotwórczy jest benzen, który powstaje poprzez reakcję benzoesanu sodu z kwasem askorbinowym (witamina C - też jest konserwantem - E300). Dlatego też sztuczne napoje zawierające oba te związki są niezdrowe.

Piratka
 
zdrowe żywienie nie musi oznaczać żywności wyłącznie własnym sumptem produkowanej a widzę tu takie zapędy ;) warunki ma każdy, nie każdy ma chęć/świadomość/potrzebę, bo na początku ten proces wymaga sporego nakładu sił i czasu.

(być może tajemnicą moich ogórków było to, że znikały w postaci małosolnej lub na wpół-ukiszonej nie mając czasu się zepsuć)

Łosie w Lesie
(Jestem rolnikiem...)
 
Przyjemnie się czyta, ale 'zdrowe/eko/naturalne=krzywe/małe/z robaczkami' - to brzmi jak z "Dzikiego białka".
Duże, ładne, bez robaczków również może być zdrowe, eko, naturalne. Tylko taka uprawa oznacza mniejszą ilość za większą cenę, a to nie każdemu odpowiada.
Moja marchewka wysiana na redlinach, odpowiednio przerywana, uprawiana na zadbanej ziemi jest długa, gruba, bez bocznych odrostów, prosta - i jak najbardziej eko, naturalna i zdrowa.
Moje pomidory nie równające się smakiem z żadnymi marketowymi, o różnorodności kolorów i kształtów nie wspomnę, potrafią ważyć po pół kilograma, są piękne i zdrowe - a nie są pompowane przyspieszaczami dojrzewania i nie są bombardowane opryskami przeciwgrzybicznymi co 7-10dni.
Moje ogórki prowadzone "w górę", a nie po glebie, są wspaniale zielone, zdrowe i nie zdarzyło się, żeby zepsuły się kiszone/konserwowe/małosolne.
Moje jajka - tzn. jajka od moich kur (naprawdę szczęśliwych kur, bo jedyne, co je ogranicza, to ogrodzenie wokół posesji) są wręcz ogromne, a kury są karmione wyłącznie paszą naturalna i tym, co wygrzebią z ziemi. Nie potrzebują wspomagaczy, sztucznych karm.

Jestem rolnikiem, nie producentem :)

'Zdrowe' wymaga trochę wysiłku, poszukania, poczytania - tylko że dzisiejsze gazety wszystko traktują "po łebkach", byle jak...

Pieczenie w domu, szczególnie jak się ma automat - wspaniała sprawa, tylko warto poczytać skład tzw. gotowych mąk do pieczenia chleba - skład bardzo długi... Każdy chce zarobić :)

Rozpisałam się w sumie chaotycznie o wszystkim i o niczym, temat ciekawy, tylko taki szeeeroki :)

(odnośnie zakupów)

 no oczywiście, że nie w markecie :) Nie te ilości i nie te ceny i rzecz jasna, tylko sezonowo - od pierwszych sałat po ostatnie pomidory. Przez cały rok tylko ziemniaki i jajka, a i jeszcze dynie (dopóki się dobrze przechowują). Takie sobie małe gospodarstwo, które samo chce się dobrze żywić, a przy okazji trochę dorobić. Jak to pięknie Unia nazwała - gospodarstwo niskotowarowe ;)

Marzę sobie o takim świecie, gdzie człowiek podjedzie rowerem po ścieżce rowerowej np. 15km ze swojego miasta do mojej małej wsi, zakupi zdrowe, piękne, eko-bio-itp. warzywka i za tydzień wróci, bo mu będzie smakowało i mu się opłaci. Zarówno finansowo, jak i zdrowotnie. I marząc tak pięknie, uprawiam swój kawałek pola ;)

futrzak
(o żywności)
www.futrzak.wordpress.com
 
Pomiedzy zywnoscia super-ekologiczna kupowana od znajomego rolnika a zywnoscia przerobiona jest jeszcze duzo pomiedzy.

Na poczatek wystarczy przestac kupowac zywnosc przerobiona. Ja tak robie i nie jest to jakis potworny naklad pracy/czasu/niemozliwe biorac pod uwage, ze mieszkam w miescie.
Fakt, trzeba sie troche napracowac przy przerobce surowego miesa od rzeznika, ale za to potem spokojnie starcza na tydzien. Do tego warzywa, owoce, ryby. Nie jadam w ogole grains (zadnych zbozowych zawierajacych gluten), nie jadam w ogole straczkowych, cukru.
Tak wiec zadnych makaronow (za wyjatkiem ryzowego), ciast, chlebow, ciasteczek, slodyczy, etc. Ale tez zadnych przemyslowo robionych wedlin, przetworow, gotowych obiadkow do mikrofalowki etc.

Gotowanie zajmuje mi ok. godzine-poltorej dziennie, chyba ze mieso zostanie wrzucone w sobote na parille w wiekszej ilosci - potem sie tylko wyciaga z lodowki. Podobnie jest z zupa - mozna ugotowac raz wielka ilosc a potem zamrozic tylko wyciagac do odgrzania.
W ten sposob ok pol dnia weekendu spedzi sie na gotowaniu, ale potem ma sie z glowy. To naprawde nie takie trudne.

Dzieki zmianie nawykow zywieniowych schudlam 3 rozmiary i poprawilo mi sie zdrowie.

Nawet najlepszy chemik nie przekona mnie o neutralnosci benzoesanu sodu czy guar gumy a powod jest prosty: uklad trawienny czlowieka ewoluowal w czasach, w ktorych niczego takiego nie bylo w jego diecie. Mutacja umozliwiajaca trawienie laktozy z mleka krowiego pojawila sie ledwie 10 tys lat temu a i tak duza czesc populacji ludzkiej jej nie posiada a spozywanie nabialu powoduje bardzo przykre reakcje, nie tylko alergiczne.

Nie wspomne juz o roslinach zbozowych: ogromna czesc populacji ma uczulenie na gluten i nawet sobie z tego nie zdaje sprawy. A to sa niby wszystko "naturalne" "konsumowane od wiekow" etc. pokarmy.

A co dopiero jakies sztuczne barwniki, utrwalacze czy chociazby monosodium glutamate. I co z tego, ze naturalnie wystepuje w glonach i japonczycy spozywali go od wiekow? Ten uzyskiwany metoda przemyslowa jest nnieco inny i przede wszystkim dodawany do zarcia w oblednych ilosciach.

Tak samo syrop wysokofruktozowy (high fructose corn syrup) uzywany jako slodzik chyba wszedzie. Co z tego, ze fruktoza wystepuje "naturalnie" tj. jest cukrem wystepujacym w owocach, skoro w produktach przetworzonych znajduja sie jej obledne ilosci? Ile dacie rade na raz zjesc abek? dwa? trzy moze? A w jednej litrowej butelce HFCS tyle, co w kilku kilogramac jablek...

Fruktoza jest przerabiana przez watrobe a jej nadmiar zamieniany w tluszcz. Tyle, ze ma znaczenie jaka dawke konsumujemy w jednostce czasu. Im wiecej fruktozy w krotkim czasie, tym bardziej obiciazamy watrobe oraz trzustke, ktora produkuje ogromny wyrzut insuliny. W efekcie koncowym czlowiek staje sie otyly, zapada na syndrom metaboliczny i cukrzyce stopnia II.

To sa choroby rozwijajace sie latami, a spowodowane nadmierna konsumpcja teoretycznie "naturalnych" skladnikow.

Jesli chodzi o chemie dodawana do pozywienia, jak chociazby ten benzoesan sodu - badania obejmujace reakcje chemiczne samych substancji w warunkach laboratoryjnych nijak sie maja do tego, co nastepuje w ludzkim organizmie. No i w momencie zatwierdzania takich substancji maja one "cinical trial" zaledwie moze rok albo dwa. W wyielu wpadkach dopiero po kilkunastu-dziesieciu latach odkrywa sie ich negatywny wplyw na zdrowie czlowieka.


Łosie w Lesie
Po co się starać, kiedy zupka w słoiku/worku/proszku/kostce jest smaczna/szybka/bezkonserwantowa(?)!
Kiedy drogiemu dziecięciu bardzo smakują płatki zawierające tylko (?) x gram cukru na porcję!
Kiedy nawet akcja "5 porcji warzyw/owoców dziennie" oznacza sok ze sklepu (słodzony, z konserwantami) lub chipsy (przecież ziemniak to warzywo) albo pompowane jabłko z supermarketu.
Ludziom się nie chce... brak czasu, siły, wiedzy, ochoty... I dajemy się ogłupiać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz