niedziela, 16 września 2012

Domowe fryzjerstwo - post gościnny

Dzisiejszym wpisem być może narażę się zaglądającym tu fryzjerom... Ale co tam! O jednym z najkorzystniejszych zakupów w życiu.


Chciałabym Was zachęcić do popróbowania swoich sił w domowym fryzjerstwie. Nie ma się czego bać! U nas w domu rodzinnym było czymś całkiem naturalnym, że mama strzyże tatę, siostrę i mnie, a ja już jako dziecko odczuwałam dziwne ciągoty ku nożyczkom. Pamiętam, że kiedyś bardzo krzywo obcięłam sobie grzywkę, a potem siedziałam przy obiedzie ze spuszczoną głową, licząc na to, że nikt niczego nie zauważy. (I po cóż były mi studia - może trzeba było pójść w kierunku powołania - fryzjerki w okolicy zarabiają dużo więcej ode mnie i mają się dobrze.)

Wracając do historii. Mama miała nożyczki fryzjerskie ze Stadionu, kupione tanio od Rosjan. To był bardzo dobry sprzęt! Sekretem dobrych fryzjerskich nożyczek jest ostrość. Próba strzyżenia tępymi nożyczkami to nie tylko mierny efekt, ale przede wszystkim miażdżenie i niszczenie końcówek włosów. Myślę, że wiele osób próbuje przypadkowymi nożyczkami znalezionymi w szufladzie, z łatwym do przewidzenia efektem, czego skutkiem może być tylko zniechęcenie.

Wyprowadzając się zainwestowałam w proste, poręczne nożyczki Kiepe. Możecie je zobaczyć na zdjęciu. Kupiłam je w sklepie stacjonarnym w centrum Warszawy i dałam za nie kilkadziesiąt zł. (Profesjonalni fryzjerzy oczywiście kupują droższe nożyczki, nawet za kilka tysięcy, ale do domowego użytku naprawdę wystarczają tego rodzaju.) Są to nożyczki 6". Ponieważ przez wiele lat strzygłam się sama na krótko, to później dokupiłam jeszcze nożyczki ząbkowane - degażówki, również 6". Służą one do cieniowania włosów. Teraz noszę długie włosy, ale używam ich do cieniowania końcówek, grzywki itd. - generalnie tak pożądanego efektu włosów wyglądających jak spontanicznie rozrzucone siano. :) Obie pary są bardzo ostre i trzeba niesamowicie uważać na palce! Tu jeszcze mała uwaga dotycząca korzystania z nich. Nożyczek fryzjerskich nie wolno używać do niczego innego, żadnego przecinania opakowań, a zwłaszcza papieru. Są wbrew pozorom dość delikatne i powinny być używane tylko i wyłącznie do włosów. Najlepiej schować je dobrze przed przypadkowymi użytkownikami. ;)

Każdy, kto chodzi do fryzjera, może łatwo policzyć, jak szybko zakup nożyczek się zwrócił. Załóżmy, że przez 10 lat, bo mniej więcej tyle czasu nosiłam króciutką fryzurę, odwiedzałabym fryzjera co miesiąc. To daje 12 wizyt rocznie, tani fryzjer w naszej okolicy to około 30 zł. To daje 3600 zł. Biorą pod uwagę ceny warszawskie - byłoby jeszcze więcej.

Koszty psychiczne. Oczywiście nie zawsze byłam zadowolona z efektu swojej pracy... Ale - byłam też dość wyrozumiała dla siebie, a włosy mają to do siebie, że szybko odrastają. U fryzjerki byłam dwa razy w życiu, w tym raz jako dziecko, i też byłam niezadowolona. Zresztą uczyłam się na sobie jeszcze w czasach studiów, kiedy mogłam na głowie nosić, co chciałam. Z każdym strzyżeniem było bardziej i bardziej profesjonalnie. Strzygąc się sama mogłam na to poświęcić dużo czasu. A kiedy wyszło ładnie, odczuwałam olbrzymią satysfakcję. Strzygłam też wielu znajomych, czasem w pięknych plenerowych okolicznościach przyrody i egzotycznych miejscach. No i oczywiście Sahiba (do podanej powyżej oszczędności można doliczyć jeszcze kilka tysięcy).

Słówko o męskim strzyżeniu. Sahib ma mocno kręcone włosy, kiedy są długie, wyglądają jak afro. Przez kilka lat strzygłam go nożyczkami „na palec” (na długość palca), było to dość czasochłonne. Później kupiliśmy maszynkę Philipsa z trymerem. Koszt około 250-300 zł. Regulacja od zera do 21 mm. Maszynka jest świetna, strzyżenie ze zmiennymi długościami zajmuje parę minut i jeszcze parę minut na brodę (Sahib nosi brodę). Maszynki tej można też używać do cieniowania końcówek przy długich włosach - czasem z tego korzystam. Jedyna wada tej maszynki - słabo działa na akumulatorach. Mam wrażenie, że nożyki nie poruszają się dość szybko i „ciągną” włosy. Dlatego używamy jej na kablu. No i korzyść dodatkowa - jeśli będę miała kiedyś wełniste owce, to mam już wprawę w strzyżeniu w skali mikro. :)


Co tam jeszcze mam w podręcznym przyborniku, który możecie zobaczyć na zdjęciu? Jako osoba trochę zakręcona na punkcie fryzjerstwa w międzyczasie wzbogaciłam swój „salon” w takie elementy jak profesjonalna pelerynka fryzjerska (polecam, świetny śliski materiał, po którym ześlizgują się włosy), pędzle do nakładania farby, maleńki grzebyk i nożyczki do wąsów (zestaw za kilkanaście zł w supermarkecie).

A Wy strzyżecie się sami? Macie jakieś wypróbowane patenty i sprzęty? Czy wolicie u fryzjera?

Pozdrawiam wszystkich i życzę pięknych i udanych fryzur! Tofalaria http://tofalaria.blogspot.com/

19 komentarzy:

  1. Strzygę się sama od ok.8 lat.Obcięłam włosy na króciutkie i denerwowało mnie chodzenie do fryzjera co 4 tygodnie. Przyznaję,na początku psychicznie było ciężko. Wydawało mi się, że wszyscy widzą nieprofesjonalne cięcie. Z czasem doszłam do perfekcji, zajmuje mi to 15 minut. Częściowo używam maszynki, trochę ostrych nożyczek. Śmiać mi się chce, jak czasem ktoś powie, że mam ładnie ścięte włosy, bo dobrze mi się układają. Oczywiście nigdy się nie przyznaję... Skorzystam z porady i kupię sobie ząbkowane nożyczki i pelerynkę. Dodam, że mój mąż też nie był u fryzjera od 20 lat. A więc więcej odwagi dziewczyny-chcieć to móc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie byłem o fryzjera ok 10 lat, prawie, z jednym jedynym wyjątkiem kiedy na wakacjach zapomniałem wziąć maszynki do golenia

      od 7 lat mam jedną tę samą maszynkę chińską, za którą zapłaciłem ok. 12 zł (dwie fryzjerskie cały czas w zapasie, bo poprzednie padały jam muchy)

      Usuń
  2. U mnie jest podobnie. Od zawsze mam długie włosy z jednym tylko epizodem. Raz w życiu, jako dziecko, byłam u fryzjera. Obciął mnie na garnek, czy pazia i doznałam szoku :-) Nigdy nie przekroczyłam progu zakładu fryzjerskiego :-) Włosy podcina i wyrównuje mi mama. Chłopa mam za to łysego (jak widać, nie uznaję form pośrednich :-) Od 11 lat używam na niego maszynki Philipsa za 100 zł. Wszystkie chińskie za kilka złotych mi się wysypały.
    Ale to nie koniec moich fryzjerskich doświadczeń. Mając stadko golden retrieverów, aby nie popłynąć finansowo na psim fryzjerze (goldeny do wystaw trzeba starannie wyszykować), musiałam sama nauczyć się je strzyc. Zatem te wszystkie akcesoria nie są mi obce. Podstawowym narzędziem dla mnie są te ząbkowane nożyczki, które nazywają się degażówki. Trudno było mi podąć decyzję 9 lat temu, że jednak trzeba zainwestować w degażówki Kiepe za 300 zł Inny model niż na fotce- mój ma więcej drobniejszych ząbków. Zakup degażówek zwrócił się po 3 strzyżeniach, a od tego zakupu strzygłam psy już setki razy. Niemniej jednak nadal traktuję ten sprzęt, jak śmierdzące jajko i używam tylko wtedy, jak tańsze degażówki nie dają rady lub do wykończeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pozdrów ode mnie Chłopa, jak łysy łysego...

      Usuń
    2. Dziękuję, pozdrowię :-)

      Usuń
    3. Zapomniałam jeszcze dodać, że w zamian za strzyżenie, czy w zasadzie w tym wypadku -golenie, Chłop farbuje mi włosy. Robi to lepiej od każdej, znanej mi kobiety, którą mogłabym tym obarczyć :-)

      Usuń
    4. Ha, mi ostatnio podcinał włosy z tyłu, bo osiągnęły taką głupią długość do połowy łopatki, gdzie samej mi trudno sięgnąć. A z tymi psami to mnie zaciekawiłaś. Nie jest łatwiej je strzyc prostymi nożyczkami? Dlaczego ząbkowane?

      Usuń
    5. W zasadzie nożyczki zwykłe nie są wcale potrzebne do strzyżenia psa. Najważniejsze są właśnie te degażówki. Nożyczki zostawiają widoczną linię cięcia, degażówki tną włos na różne długości (cieniują) przez to sierść przechodzi w sposób płynny pomiędzy różnymi długościami. Sierść na szyi musi być krótka (jeżyk), ale zaraz potem na piersi jest bardzo długa. Cały problem w tym, aby tak pocieniować, by pies nie wyglądał na strzyżonego, tylko pięknego ze swojej natury :-)

      Usuń
    6. czyli prawie jak ludź ;)

      Usuń
  3. Również strzygę sama siebie i chłopa swego. Zdecydowanie oszczędność czasu, pieniędzy i nerwów.
    Nawet, gdyby efekt mnie do końca nie zadowalał, to wolę być zła na siebie, niż fryzjerkę, której w dodatku musiałam zapłacić kilkadziesiąt zł ;)
    Wcześniej zawsze włosy podcinała mi mama. Niestety robiła to zwykłymi domowymi nożyczkami, a ja się dziwiłam, że końcówki tak się strasznie rozdwajają... Teraz też mam nożyczki fryzjerskie.

    OdpowiedzUsuń
  4. oj, ale się tu Racjonalne Oszczędzanie porobiło :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie się zastanawiam, na kim w takie razie zarabiają fryzjerzy, skoro wszyscy tacy samowystarczalni :-)

      Usuń
    2. Oj mają na kim, mają :) Mam takie koleżanki, co to lubię pójść do fryzjera "bo się ktoś nimi zajmie" czyli lubią być dopieszczone. :)

      Usuń
    3. Ja tam się wolę dopieszczać na inne sposoby :-) Trochę tańsze :-)

      Usuń
    4. Ja też. ;) A, no i moja babcia uwielbia do fryzjera chodzić.

      Usuń
    5. Cóż, znam osoby, które nawet myć włosy idą do fryzjera, same w domu nigdy tego nie robią. Więc fryzjerzy bez nas nie zbiednieją ;)

      Usuń
  5. Ja ciacham jedynie swoich synków, sama nawet najlepszymi nożyczkami nie umiałabym sobie podciąć włosów z tyłu głowy :D


    Zapraszam na ostatnią notkę po zielone - jeśli zechcecie.
    Pozdrowienie babowe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy, oczywiście, ze chcemy ;-) Czy i jak się wywiążemy z warunków przyznania nagrody, będziemy musieli to sobie ustalić.

      Usuń
  6. Ja strzygę się sam. Mieszkając samemu daleko od rodziny nie mam wyjścia. Nie mam problemu bo zakładam jedną nakładkę 3mm i lecę całą głowę.:) A używam maszynki no name chińskiej z bazaru. Odpukać, ale póki co działa dobrze.

    Philipsa nie polecam, mama kupiła jakąś maszynkę od nich i też działa słabo na akumulatorkach. Do tego strasznie się zapycha i ciągnie włosy (nawet na kablu).

    Prośba: polecicie jakąś profesjonalną maszynkę w rozsądnej cenie? Chcę mamie kupić na prezent bo w domu ma jeszcze tatę i brata.:)Strasznie się tym Philipsem męczy. Mogę wydać sporo jeśli maszynka będzie tego warta, wiadomo nie od dziś, że biednego nie stać na tani sprzęt.

    OdpowiedzUsuń