niedziela, 26 kwietnia 2015

Golden Loch whisky - recenzja i opinie.

Od dawna chodziła mi po głowie jedna rzecz, jako dyżurny zakupowy blog Najjaśniejszej IV RP nie zrecenzowaliśmy jeszcze kultowego nektaru blogosfery, nieocenionego daru sieci Biedronka, whisky Golden Loch zwanej w środowiskach wytrawnych koneserów także "Złotą Lochą".

Jak wygląda whisky Golden Loch? (Czy wiedzieliście, że nazwa whisky jest zarezerwowana na wyłączność dla szkockich whisky? Wszystkie inne łyskacze to w świetle prawa i tradycji podróby i muszą nazywać się whiskEy, whysky, whissky... choć najczęściej po prostu whiskey, przez 'key' na końcu).

Zatem do rzeczy, jak wygląda kultowy nektar najlepszych blogerów? Tak oto (zdjęcie własne):


A jak to to smakuje? Powiem wam, że przyzwoicie, to jest Blended Scotch Whisky, czyli coś w standardzie wędrującego jasia, ale jest, wydaje mi się, nieco bardziej toporna, mniej delikatna, czyli w języku Szekspira, mniej "smooth" niż Lawsons. Po prostu drapie gardziołko i jest bardziej dębowa, mniej perfumiasta, ale wchodzi bez zarzutów!

Wyższa niż kiedyś cena jest zapewne spowodowana tym, że zmieniono recepturę trunku - to już nie jest dawna polska Złota Locha classic, którą można było czyścić części do ciągnika i którą należalo zapić dużą ilością soku z kilkoma Panadolami w celu zapobieżania mega-bólowi głowy dzień po - to jest już naprawdę blended scotch whisky (czytaj=głowa boli mniej).

Wiem, to bo w pewnej firmie (nie mogę podać jakiej z racji koleżeństwa), pośrednio związanej z tym trunkiem ostatnio zaczęto na imprezach zakładowych bez krępacji lać Golden Loch (wcześniej to był minimum czerwony Jaś), więc ten fakt chyba coś mówi.

Jakie wrażenia po spożyciu większej ilości? No cóż, nie zamierzam przekraczać i się przekonywać. Whisky się sączy, mało i powoli, z pewną kulturą spożycia - a ja jej lubię przestrzegać.

Pijmy z umiarem i rozsądniem - wszystko jest dla ludzi! Weekendowe szaleństwa nie mogą trwać 7 dni w tygodniu ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz