wtorek, 30 kwietnia 2013

Ostatnie sekundy na głosowanie - Dziewczyna Miesiąca

Pomóżcie naszej "zawodniczce" - Anastazja Ostrowska liczy na wasze głosy!!!

Głosujemy tutaj:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.514714665230588.1073741837.103317393036986&type=1

niedziela, 28 kwietnia 2013

Konkus XLINE na blogu - do wygrania pendrive Kingston DataTraveler 16GB

Witam serdecznie, wraz z partnerem bloga, firmą XLINE ogłaszam nowy konkurs facebookowy na blogu. Wygraj przydatny gadżet za jeden klik!


Aby wziąć udział w konkursie wystarczy polubić fanpage naszego sponsora www.facebook.com/XLINEserwis oraz zgłosić chęć uczestnictwa na e-mail: LinuxEurope@gmail.com

Dlaczego warto polubić FB XLINE? Oprócz możliwości startu w ciekawych konkursach, zyskasz informacje o oszczędnych rozwiązaniach w dziedzinie drukowania dla Twojego biura i domu, a także inne ciekawe informacje, które mogą się przyczynić do większych korzyści i oszczędności.

Konkurs trwa do końca miesiąca, do 30 kwietnia 2013, do godz. 23.59.

Zapraszamy!

sobota, 27 kwietnia 2013

Prezenty praktyczne czy romantyczne?

W poprzednim wpisie pojawił się motyw, że nie każda kobieta lubi romantyczny bukiet otrzymany od rycerza na białym koniu... a może niektóre z Pań lubią prezenty praktyczne, albo takie, które można skonsumować?

Tak oczywiście, wbrew mitom i wyobrażeniom jest.

Z resztą ile Pań lubi "rycerza na białym koniu", a ile chłopaka w dobrym samochodzie i pelnym portfelem... powiedzmy sobie szczerze...

Prezentem pozbawionym w pewnym sensie romantycznych uniesień są rośliny doniczkowe wymienione w poprzednim wpisie, choć co do pięknych (i wcale nie tanich) orchidei, storczyków, itp. to nie do końca...

...mniejsza o to... jedna z komentatorek zaproponowała po prostu stare, nieśmiertelne czekoladki jako prezent a ja wpadłem na pomysł, by zamiast bukieciku kwiatów, przy różnych okazjach....

...JASNE że NIE zawsze - proponuję po prostu jakiś płodozmian prezentowy...

...kupić płci pięknej doniczkę pełną świeżych, aromatycznych ziół, jak to mówią... małą rzecz, a cieszy!


Czy wiecie co kupiłem kiedyś pewnej bliskiej sercu kobiecie zamiast przynieść grzecznie wiecheć róż i czerwone wino?

Pojechałem samochodem do hurtowni ogrodniczej i kupiłem całkiem ładne i wypaśne... drzewo... i czerwone wino z resztą też!

Drzewo rośnie w ogrodzie do dziś i cieszy oko.

Wobrażacie sobie mnie w drzwiach z butelką dobrego czerwonego orynginalnego wina i z wielką sadzonką drzewa pod pachą????



Droga XYZ, z okazji ABC z najlepszymi życzeniami przyjechałem z drobnym upominkiem....

Bycie romantycznym jest nudne :P

Z resztą, nie trzeba wiele czasu i wielkiej praktyki uwodziciela, by zauważyć, że większośc kobiet jednak woli takiego niepoprawnego skurczybyka, niż gogusia z rożą w zębach.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Kupujemy kobietom kwiaty... oszczędnie!!!

Dzisiejszy post będzie trochę psychologiczno-manipulacyjny, przeznaczony właściwie dla facetów, więc Drogie Panie, zrozumcie mój ton i się mi nie obruszajcie, zatem jeśli do głowy przyjdzie wam czytać dalej - to grzecznie apeluję o wyrozumiałość. :-)


Koledzy, ja tu nie mówię o wstępnym randkowaniu, gdzie niektórzy z nas kwiatów i atrakcji dla swojej wybranki nie żałują - ja mówię tu już o stałym związku. Otóż nie bardzo wiem dlaczego - ale kobiety to istoty, które lubią kwiaty, mimo że z naszej perspektywy rzecz to kompletnie bezsensowna.

Czy nie lepsze byłyby dla naszych wybranek upominki/prezenty praktyczne? Najlepiej takie z których sami możemy przy okazji skorzystać. Butelka smacznego wina, wielkie pudło czekoladek, itp. Nieee... przy damsko męskich okazjach muszą być kwiaty, a te czekoladki mogą być co najwyżej dodatkiem.


Otóż ja przy okazji różnych Walentynek, Dni Kobiet i podobnych urzędowych okazji proponuję kobiecie (szczególnie z którą jesteśmy na stałe) kupić kwiaty w doniczkach! Czy jest taniej? Hmm... to zależy. Na Walentynki kupiłem Kobiecie orchidee za 35zł, na Dzień Kobiet krzaczek z 6 różami za 12 zł, ostatnio kupiłem 4 mini gerbery a'la słoneczniki za 8 zł.

Czy to dużo, czy mało. Nie wiem. To zależy od waszego budżetu i waszego postrzegania - na pewno jednak jest to oszczędne. Orchidea pięknie kwitnie do dzisiaj, róże dopiero w tym tygodniu przekwitły, gerbery utrzymają się radykalnie dłużej niż cięte odpowiedniki.

Przez ten cały długi czas kobieta jest psychologicznie bombardowana bodźcami - to OD NIEGO, ale ładne kwiaty, itp., ma te kwiaty przed nosem! W przypadku bukietu ciętych kwiatów nawet następnego dnia mogły by one być już w słabej kondycji (a kwiaciarki zawsze wcisną nam facetom słabe kwiaty!!!).

Przyzwyczajenie i opatrzenie się - powiedzą co niektórzy? Nie do końca. Jeśli macie gości to co jakiś czas ktoś zerka na te kwiaty i pyta (przypomina jej) i wtedy ona odpowie: "to OD NIEGO" i ma pozytywne bodźce psychologiczne "ale fajne, ale piękne, ja też bym chciała takie dostać".

A na koniec?

Przekwitłą różę można komuś oddać (w prezencie) w celu zasadzenia do gruntu (co często robię), przekwitłą orchidee w moich warunkach domowych ciężko doprowadzić do ponownego zakwitnięcia, ale robię sobie punkty np. u Pani Danki z pobliskiego sklepu, które te przekwitnięte "pędy" kolekcjonuje.

Kombinujmy, drodzy koledzy, kombinujmy :)

środa, 17 kwietnia 2013

Piwo niepasteryzowane. Fakty i mity.

Dziś na cel biorę pewien mit konsumencki, a tym mitem jest termin "piwo niepasteryzowane". Aby zrozumieć o co chodzi i dlaczego na rynku jak grzyby po deszczu pojawiły się piwa niepasteryzowane trzeba zadać sobie pytanie, co to jest pasteryzacja - otóż to jest podgrzanie na produkcji piwa do określonej temperatury aby zabić bakterie, nadać piwu trwałość. Niestety zmieniają się z tym właściwości smakowe.



Oczywiście najlepiej smakuje piwo świeże, bez pasteryzacji, prosto z browaru (najczęściej minibrowaru), i wielkie koncerny chciały wejść na rynek z nieco innym produktem, aby zwiększyć sprzedaż. Trafiło na proces pasteryzacji, modę na eko- i naturalność.

Jakiś cwaniak wpadł zatem na pomysł, aby utrwalić piwo innym procesem, nie poprzez podgrzewanie/pasteryzacje, ale poprzez inny proces i dodatki chemiczne. Jakie? Nie wiem. to tajemnica producentów. Ja z pewnego źródła dowiedziałem się o naświetlaniu UV i sterylizacji piwa.

Bez jakiejś formy sterylizacji piwa nie ma mowy o przedłużonym terminie ważności. nie ma mowy o piwie niepasteryzowanym tej samej marki na półce w każdym polskim sklepie.

Powstałe piwo ma rzeczywiście nieco inny smak, ale jeśli myślicie, że ma jakieś witaminy i wartości odżywcze, że jest prosto z browaru i że jakiś piwowar go naprawdę nie spasteryzował - to się głęboko mylicie. Po prostu chodzi o to, aby cwanie wejść w rynek.

Prawdziwe piwo niepasteryzowane, czy też raczej nieutrwalone ma naprawdę krótki termin ważności w porównaniu do wielkoprzemysłowych wysterylizowanych wynalazków HGB zwanych powszechnie piwem niepasteryzowanym.

Zdecydowanie zakończyłem, ale trzeba powiedzieć głośno korporacjom browarniczym, że Polaków poją byle czym i wciskają kit! Ktoś musi to powiedzieć. Mam nadzieję, że skończy się kiedyś ta powszechna durnota i konsumenci pokażą browarom robiącym piwopodobne siki w technologii HGB gdzie ich miejsce.

Trzeba przywrócić dumę polskiego piwa!

niedziela, 14 kwietnia 2013

Garść aktualności.

Witam Szanownych Czytelników. Ostatnio mam dość dużo pracy blogowej - niewidocznej dla czytelnika, bo administracyjno-organizacyjnej, między innymi przygotowuję już trzy kolejne konkursy... tak, to nie żart... w kolejce na moich blogach czekaja już kolejne atrakcje!

Kolejnym z moich przedsięwzięć jest przenoszenie bloga głównego na platformę Wordpress, czego efekty już można oglądnąc tutaj: http://oszczedzanie.biz/

Poczytać o jednym z powodów decyzji można tutaj:

Permanentna inwigilacja. O tym jak Google zablokowało mi konto i migracji na wlasny WordPress.




Ponieważ dziś nie ma tutaj tradycyjnego weekendowego artykułu poświęconego sprawom konsumenckim, zapraszam na niedawną recenzję popularnej Whisky, która była publikowana na blogu głównym: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2013/03/golden-loch-whisky-siec-biedronka.html

wtorek, 9 kwietnia 2013

Sposoby na tańsze zakupy

Siedzę przed komputerem, a w radiu leci właśnie piosenka Kasi Nosowskiej, z wielce optymistycznym tekstem, że „ta zima w końcu musi minąć”. Oby sprawdziły się prognozy i nadeszło obiecywane +20. Nim to jednak nastąpi, postanowiłem poszukać w sieci kilku rzeczy, które znalazły się na mojej liście planowanych zakupów. Nic wielkiego, ot kończące się kosmetyki, jakiś brakujący sprzęt do kuchni i nowa koszula (skoro idzie wiosna, trzeba odświeżyć garderobę).
Klikając sobie na kolejnych stronach zauważyłem, że choć do sklepowych wyprzedaży jeszcze kilka tygodni (o ile się nie mylę, startują w czerwcu?) to w sklepach online nie brakuje promocji czy czasowych obniżek cen. Ich skala jest różna. Czasami 5%, czasami tylko darmowa dostawa, ale bywają oferty -40% i więcej. Skoro i tak planowałem zakup kilku rzeczy, to żal nie skorzystać z możliwości oszczędzenia kilku złotych. Ale przy tej okazji pomyślałem, że generalnie te wszystkie okazje online to dobry sposób na racjonalizowanie domowych wydatków.
Z tą refleksją zacząłem przeszukiwać Internet w celu zgłębienia tematu. Jako klienci mamy do dyspozycji kilka wariantów polowania na okazje. Po pierwsze- porównywarki cen. Jeśli szukamy konkretnego produktu, taki serwis www podpowie nam, w którym sklepie kupimy go najtaniej. Po drugie- zakupy grupowe. Specjalne oferty skierowane do ograniczonej ilościowo grupy klientów, którzy kupując coś wspólnie- uzyskują rabaty. Dalej- kluby zakupowe. Zamknięte (wymagające rejestracji) grupy klientów skupionych wokół konkretnej marki, albo wokół pewnego profilu zakupowego (np. młode mamy). I w końcu kupony rabatowe, które występują w dwóch wariantach. Albo klasyczne, drukowane w niektórych czasopismach (dla kobiet oferowane są między innymi przez takie kolorowe magazyny jak Twój Styl czy Grazia). Oraz kody rabatowe online, do wykorzystania w czasie zakupów w sieci. Te dostępne są na wielu portalach, chociażby na http://www.tanio.co/
Możliwości oszczędzania jest dużo. Mam wrażenie, że gdyby chcieć być na bieżąco, trzeba by poświęcić sporo czasu na śledzenie wszystkich promocji i obniżek. Ale jeśli planujecie akurat jakiś zakup, może warto wcześniej zajrzeć do Internetu i sprawdzić, czy w jakimś sklepie nie ma akurat magicznego hasła „big sale”.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Gaz pieprzowy, gaz w żelu czy pejcz teleskopowy? Co kupić dziewczynie na osiedlu?

Osiedla i zakamarki miast nie zawsze są bezpieczne. Zawsze miałem przyjemność mieszkania w tzw. złych dzielnicach i pewne rzeczy są tam codziennością. Trzeba nauczyć się z tym radzić.

Graffiti na murze tuż koło mnie. 
Osiedlowe poczucie humoru :D

Bezpieczeństwem zajmowałem się na jednym z blogów tematycznych i jeśli czas pozwoli, pojawią się tam nowe artykuły natomiast dzisiaj zdecydowałem się napisać tekst o zakupach dot. bezpieczeństwa tutaj.

Z polecanych artykułów:

 

Jak zabezpieczyć się na wypadek utraty kluczy, telefonu i portfela? Cz1. - profilaktyka

 

Wyrywanie torebek kobietom. Jak się ochronić.

 

Kradzieże damskich torebek z samochodów

 

Wracając do tematu - dziś zastanowię się nad zakupem środków obrony dla kobiety:


1. Gaz pieprzowy. Tani, ale średnio skuteczny środek odstraszający napastnika. Gaz ten posiada pewne wady. W zamkniętej lub małej przestrzeni może niemal tak samo porazić broniącą się dziewczynę, jak i napastnika. Przy silnym wietrze może okazać się nieskuteczny.

Sprawdzi się jednakże przy ataku rozwścieczonego psa (wypróbowałem osobiście). Odstraszy zwierzę, nie czyniąc mu krzywdy.


2. Gaz pieprzowy w żelu jest skuteczniejszy w przypadku obrony przed człowiekiem i eliminuje wady gazu w sprayu. Razi celniej niż gaz w sprayu a rozmazany żel na twarzy napastnika skutecznie oślepi go na dłuższy czas.

Napastnik, który zaatakował koleżankę potraktowany tym żelem, który widzicie na obrazku zaczął panicznie uciekać po czym wyrżnął w betonową latarnie.

Płeć piękna w mojej rodzinie zwykle nosi w kieszeni właśnie ten gaz.

3. Pejcz teleskopowy. Wożę taki w kieszeni drzwi kierowcy. Znakomicie się sprawdzi w przypadku ataku na parkingu supermarketu (sąsiad wypróbował), gdzie jest monitoring. Napastnicy się oczywiście tym nie przejmują, ale Ty po zbytnim sponiewieraniu agresora (udokumentowanym na taśmie) możesz mieć kłopoty prawne. Pejcz teleskopowy nie połamie agresorowi kości, ale ból zapamięta sobie do końca życia. Efekt gwarantiowany.

Pozdrawiam i życzę bezpiecznych spacerów na osiedlu :)

niedziela, 7 kwietnia 2013

Oglaszam konkurs bloga Korzystne Zakupy oraz siłowni Pro-Activ!!!

Drodzy czytelnicy, wreszcie przyszedł czas na nowy konkurs na blogu. Organizuję go wraz z siłownią i sklepem sportowym Pro-Activ (Lubin).

Do zdobycia jest rewelacyjny zestaw witamin multiple SPORT, dobry dla osoby ćwiczącej lub po prostu dbającej o swoje zdrowie!


To duże opakowanie - 60 kapsułek, które wystarczy na miesiąc pełnej suplementacji - codzienna porcja minerałów, oraz zestaw witamin najlepszej jakości!

Co trzeba zrobić, aby wziąć udział w zabawie? Wystarczy polubić stronę Pro-Activ na Facebooku oraz podać swój adres do wysyłki (w komentarzach, lub na mail LinuxEurope@gmail.com). Zapraszam: https://www.facebook.com/ProActivLubin


Konkurs trwa do 14 kwietnia do godziny 23.59. Wartość prezentu dla wytypowanego uczestnika naszej zabawy to 35 zł wraz z kosztami wysyłki.


Serdecznie zapraszam także do dołączenia do społeczności bloga na Facebooku: https://www.facebook.com/KorzystneZakupy


Pozdrawiam serdecznie!

Remigiusz / Admin R-O

Jesteśmy uczciwi... ale tylko w 90%... recenzja parówek.

Jaki student jest każdy widzi. Student lubi wyjść na miasto, wypić co nieco, pogadać ze znajomymi, a jak głód na rauszu chwyci... zakąsić coś. Za studenta w Poznaniu w takim stanie często lądowałem ze znajomymi w miejscu takim jak Most Teatralny i tam z budki kupowało się, cokolwiek było, często hot-doga.

Studentem już nie jestem, jednak pewne upodobania pozostały. Raz na ruski rok lubię sobie zjeść hot-doga, chociaż staram się dobrze patrzeć co jem.

W poszukiwaniu parówek na hot-doga natknąłem się na coś takiego... o popatrzmy jakie ładne opisy... normalnie zdrowa żywność... prawie zdrowa żywność... ale "prawie robi..."


W każdym razie spożyłem produkt widoczny na zdjęciu powyżej. Smak dobry, nie powiem, czuć mięso, co już jest dużym osiągnięciem w branży parówkowej, parówka nie jest napompowana wodą i da się zjeść. Jednak po bliższym przeczytaniu etykietki widzę, że produkt zawiera białko sojowe. (Czuję to także jakiś czas po zjedzeniu, bo zaczynam robić konkurencję PGNiG i Gazpromowi).

No nic, producent napisał uczciwie co i jak. 90% mięsa oraz jakich to paskudztw parówka nie zawiera, ale mimo to pozostaje pewien niesmak, bo to jakby napisać: Jesteśmy uczciwi... ale tylko w 90%..., oszukujemy Cie drogi konsumencie, ale ciesz się, że tylko na 10%...

Czy ktoś mądry wpadłby na pomysł, aby po prostu zrobić parówki ze 100% mięsa? Może jeszcze droższe, ale po prostu wyprodukowane w 100% z mięsa!!!???

Czy tak trudno ludziom w korporacji produkującej te parówki ruszyć mózgownice i po prostu dać ludziom takim jak my normalny produkt?

No cóż... znak naszych czasów.

P.S. A tutaj post, jaki to jestem eko i oszczędny :P

Recycling / reusing already printed office paper.

 



czwartek, 4 kwietnia 2013

Kawa na stacjach oraz 440 km przez Polskę.

Zamiast termosu na ostatnia trasę przez Kraj wziąłem duży termokubek otrzymany kiedyś z promocji McDonald's pełen białej herbaty z pierwszego parzenia, o ile herbata jest rewelacyjna, to ten termokubek to straszne dziadostwo. Śmierdzi plastikiem i metalem mimo, że był dokładnie umyty. Błąd.


Z pewnych niespodziewanych przyczyn na trasie okazało się, że całość drogi muszę pokonać sam, bez zmiany za kółkiem, nie zatrzymując się na zbyt długie postoje i trzeba było ratować się kawą ze stacji benzynowych i przydrożnych fast foodów.

1. Na Orlenie zamówiłem Cafe Latte. Kawa dobra, mocna, z wyraźnym mocnym aromatem, jednakże widać, że człowiek, który ustalał receptury dla stacji nigdy w rejonach gdzie Cafe Latte się namiętnie pija nie bywał i do Cafe Latte nie zbliżył się na pół kilometra.

Materiał dobry, ale wykonanie słabe. Siekiera z posmakiem mleka. Drogo, bo około 5 zł, jednak wolałem tę mocno przepłacona siekierę niż napoje energetyczne. Na bezpieczeństwie i przytomności się nie oszczędza.

2. Na Lotosie promocja, kawa stacyjna za 2 zł, jednak tu tkwił haczyk. Trzeba zatankować min 20 litrów - ponieważ akurat nie zastanawiając się zbytnio, poprosiłem pracownika stacji o nalanie ON do pełna, załapałem się na "promocję".

I co się okazuje? Wrażenie podobne jak w Orlenie. Czyżby te same automaty z inną "marką"?


3. Za moim CB-radiem widzicie kubek z drive'a jednej z sieci fast food. Co jak co, frytki tamże są, jak to na Pomorzu się mówi, "zjadliwe" i co więcej, można zamówić je świeżo smażone bez soli. Duży plus.

Jednak Cafe Latte zamówiona w tej sieci to prawdziwy killer. Mocna niczym zapach świeżego napalmu o poranku, droga niczym ta sama objętość popularnej Whisky, masakra.

Na szczęście miła i wyrozumiała pani z obsługi wzięła kubek z powrotem i wedle moich instrukcji odlała ile trzeba, dolała mleko, zamieszała i już mogłem się cieszyć Cafe Latte do jakiej jestem przyzwyczajony od czasu moich pobytów na Balearach.

Wniosek:

Dobry i pojemny termos przede wszystkim.. Na kawach stacyjnych i drive'owych można pójść z torbami. Lepiej mieć więcej w termosie i wylać po trasie, niż liczyć, że jeśli nie wystarczy, dokupię na stacji.


P.S.#1 Ponieważ na co dzień nie jeżdżę tyle, jestem wciąż zmęczony tą trasą i nie miałem czasu naprawdę odpocząć. Wczoraj trochę się zmieniło na KZ, w sensie organizacji i obecnie jestem tutaj sam, jako administrator bloga  :-( 

Nie po to jednak pracowałem tyle czasu na rzecz tego bloga, by miało to tak po prostu odejść w niebyt. Ewentualne komentarze nie związane z tematem posta oraz wypowiedzi kontrowersyjne będę musiał skasować. Stałych bywalców bloga proszę o zrozumienie.

P.S.#2 Czytelników zainteresowanych recenzjami dotychczasowej Autorki, która jednak zdecydowała się kontynuować publikacje i recenzje na jej prywatnym blogu, odsyłam tutaj: http://tuskulum-riannon.blogspot.com/2013/04/port-grimaud.html,

Admin R-O