piątek, 28 grudnia 2012

Internet mobilny - Play na kartę

Dzisiejszy post piszę w programie Abiword (darmowy klon Worda) z wielką nadzieją, że uda mi się wkleić go do bloggera o kliknąć „opublikuj“ - niestety od dwóch dni mój internet to jedna wielka masakra teksańska - przypominają mi się dawne czasy 0202122... tak to leciało? Czyli czasy modemowe tepsy (TP S.A.).

Korzystam od dłuższego czasu na wyjazdach z Internetu Play na kartę, z podstawowego białego modemu...

Post przeniesiony tutaj:

Internet mobilny - Play na kartę

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Goździki i dzika róża do herbaty - mały zakup, a cieszy.


W przedświątecznej gonitwie warto pamiętać o drobnych przyjemnościach, tu i teraz. Rozumiem tradycję, rozumiem przygotowywanie rarytasów i oczekiwanie na Świeta, ale ja mam ochotę na coś pysznego właśnie teraz, zamiast pełnego poświęceń i wyrzeczeń zaganianego tygodnia przedświatecznego...

Pomijając różne pyszne rzeczy, ktorych sobie nie żałuję zaczałem pić herbatę na modłę zimową. Kupiłem sobie paczkę goździków i właśnie piję zwykłą czarną herbatę, tyle że zaparzoną razem z tymi goździkami.
Mówię wam, zaledwie dodatek kilku goździków nadaje ciekawego świateczno-zimowego klimatu zwyklej czarnej herbacie. Spróbujcie

W kolejce czeka trochę innych ziół do poeksperymentowania, na czele z gotową przyprawą do piernika i/lub do grzańca.

Dzika róża wspomniana w tytule?


Owoce takie jak na zdjęciu własnoręcznie zebrałem jesienią i zasuszyłem, przez kilka ostatnich dni wrzucałem po prostu po kilka do herbaty, lub do termosa z herbatą. Pozwoliłem im zaparzać się trochę dłużej, aby zyskać rożany smak i zapach.

Rewelacja. Tylko skąd ja wezmę nowe owoce? Może gdzieś na krzaczkach zostało kilka zasuszonych i wymrozonych owoców, które będą sie nadawać?


I najlepsze na koniec - herbata z owocami róży, goździkami i naparstkiem Lubelskiej Miodówki - pycha... i nieźle rozgrzewa!

P.S. A tu się dowiecie jaki mądry pomysł na Święta padl w mojej rodzinie:

niedziela, 16 grudnia 2012

Jak spławić telemarketerów i akwizytorów.

Nie ma dnia, abym nie otrzymywał jakiegoś kretyńskiego telefonu z nagabywaniem mnie do kupienia tego, czy tamtego. Prawie nie ma dnia aby jakaś męczydupa nie przeszkadzała mi w pracy, jakimś cudem wynajdując nr telefonu przeznaczony tylko dla ograniczonej grupy osób. Co jakiś czas jestem nagabywany do podpisania lub modyfikacji kolejnej umowy telefonicznej przez dwie firmy, u których mam telefony. Jestem męczony o tzw. inwestycje, teleakwizytorzy próbują mi wcisnąć ubezpieczenie na życie, nowy tablet, mydło i powidło.... uff.... mam dość.




Ponieważ prowadzę własną firmę jestem często nagabywany przez szerokie rzesze osób próbujące sprzedać dosłownie wszystko. Przypuszczam, że jestem pod większym ostrzałem różnych akwizytorów niż ktokolwiek z was.


Telekonsultant, czyli męczydupa

Ja rozumiem, że są ludzie, którzy muszą wykonywać ten zawód i zarabiają w ten sposób na utrzymanie rodziny, jednak jest to jedna z najbardziej znienawidzonych przez klientów profesji i faktem jest, że niektórym telemarketerom puszczają czasem nerwy, a telesprzedaż zamienia się w chamskie nagabywanie.

Obrona przed nagabywaniem przez telekonsultantów:



Szybkie i stanowcze "nie dziękuję"

Naturalnie najskuteczniejszą metodą na obronienie się przed nagabywaniem, jest szybkie, grzeczne podziękowanie, czyli np. potwierdzenie, że "Nie jestem zainteresowany Państwa usługami i proszę nigdy więcej nie dzwonić!", następnie szybkie zabicie męczydupy ich własnym tekstem "Życzę miłego dnia i do widzenia!" oraz zdecydowane odłożenie słuchawki. Typowy telemarketer jest bowiem szkolony w nieprzyjmowaniu odmowy i kontynuowaniu nagabywania klienta, ponieważ statystyki podają, że słabsze psychicznie osoby często dają się jednak przekonać, mimo początkowych obiekcji.

Ta rozmowa jest nagrywana
Oczywiście jeśli człowiek jest najpierw proszony o wyrażenie zgody na nagrywanie rozmowy, wystarczy odmówić i rozłączyć się. Zdarza się jednak, że zaskoczeni, automatycznie mówimy "tak" i zanim się zorientujemy jesteśmy w ogniu psychomanipulacyjnego ataku.

Baza danych osobowych
Szybko i stanowczo nie zważając na obiekcje telemarketera, metoda zdartej płyty prosimy i wykreślenie naszych danych z listy telemarketera, to najczęściej działa w małych firmach, gdzie męczydupa jest pracownikiem, szefem i sprzątaczką w jednej osobie, jeśli to nie on jest osobą decyzyjną żądamy połączenia z przełożonym i żądamy tego samego. Stanowczo, uparcie, metodą zdartej pływy.

W wielkich firmach ani pracownik, ani jego kierownik nie mają wpływu - oni MUSZĄ zadzwonić, mimo iż wiedzą, do kogo dzwonią i dostaną w odpowiedzi dość niemiły przekaz. MUSZĄ nasz męczyć, bo tak im każe komputer.

W tej sytuacji warto wymusić od nich informację jak zlikwidować swój wpis w bazie danych i konsekwentnie to wykonać.

Odwrócenie ról
Zawsze pytam czy telekonsultant czy akwizytor jest z mojego miasta lub okolic. Jeśli tak szybko odwracam rolę. Momentalnie zaczynam sprzedawać "swój produkt". To ja staję się myśliwym - to on lub ona staje się ofiarą.

Lokalni telekonslutanci tak potraktowani więcej nie dzwonią, Nigdy.


Żądanie rekompensaty od akwizytora
Prosty tekst, o ile chce nam się w to bawić - myślę jednak, że jeśli mamy czas to warto - leci to tak:


"Proszę Pani! To są moje godziny pracy! To jest telefon przeznaczony dla moich klientów! Jeśli chce Pani zająć mój czas pracy - proszę za to zapłacić - koszt konsultacji wynosi 50 zł. Oto mój mail.... rwks(at)tlen.pl - proszę się skontaktować, prześlę numer konta, po wpłacie umówimy się na rozmowę..."


To naprawdę działa. Oczywiście nie płacą, ale i raczej nie dzwonią ponownie.

W przypadku niemożności pozbycia się uciążliwych telefonów...
Wypytujemy telemarketera o szczegółowe dane osobiste i firmy, oczywiście nie wszystkie musi nam podać, nie irytujemy się jednak, nie krzyczymy, nie wyzywamy, jesteśmy natomiast stanowczy.

Grozimy Powiatowym Rzecznikiem Konsumenta, grozimy ustawą o ochronie danych, grozimy nawet zgłoszeniem na Policję na podstawie ustawowego zakazu tzw. uporczywego nękania. Jeśli groźby nie poskutkują - poświęcamy chwile przy okazji i spełniamy je. Przy okazji możemy się dowiedzieć o naszych prawach i możliwościach. Rozmowa z Policją i/lub Rzecznikiem nie boli.

Pamiętajmy nie możemy w celu pozbycia się telemarketera stosować tzw. gróźb karalnych, w stylu - "dopadnę cię i obiję ci twarz", mówimy natomiast "Ta rozmowa jest rejestrowana i nagrywana przez mojego operatora. Jeśli jakakolwiek próba nękania mnie z Pana strony się powtórzy, skieruję sprawę do Powiatowego Rzecznika Praw Konsumenta i do Prokuratury Rejonowej na podstawie art. o uporczywym nękaniu oraz art. o ochronie danych osobowych".

Powodzenia w walce z akwizytorskimi szkodnikami! Nie dajcie się!



niedziela, 9 grudnia 2012

Bezpłatne rachunki w Alior Bank Express - Czyli jak obsługa placówki zakłada klientom konta, mówiąc że nic nie zakłada, oraz jak podsuwa do podpisania deklarację ubezpieczenia.

Uważajcie co podpisujecie! To jest główny cel dzisiejszego postu!


W dzisiejszym poście opiszę wam jak zakładałem sobie konto techniczne w Alior Banku służące do dokonywania bezpłatnych opłat rachunków, konto bardzo fajne same w sobie, jak policzyłem pozwalające mi oszczędzić dobre kilkadziesiąt zł rocznie, które powinienem teraz polecać na blogu oszczędnościowym, jednakże procedura samego zakładania budzi spore wątpliwości, mówiąc delikatnie i jak najbardziej nadaje się to na post interwencyjny na blogu konsumenckim prowadzonym dla świadomych konsumentów i konsumentek...

środa, 5 grudnia 2012

Świeżo wędzona rybka po recyklingu! Czyli jak sklepy rybne oszukują klientów.

U moich pewnych znajomych kiedyś źródłem utrzymania był sklep rybny i z rozmów z tym ludźmi obeznanymi w branży o tym interesie wychodzi na jaw jeden wniosek - nigdzie się nie kręci i nie oszukuje klienta tak jak w sklepach rybnych. Ponieważ ja akurat jestem klientem lubiącym ryby wybór dobrego sklepu i kupienie świeżych ryb jest dla mnie dość istotna sprawą. Nie do końca wierzyłem znajomym, że jest aż tak źle więc pobawiłem się w dziennikarstwo śledcze i zbadałem sprawę sam...


Reszta artykułu dostępna w archiwum:

Świeżo wędzona ryba po recyklingu! Czyli jak sklepy rybne oszukują klientów.

wtorek, 20 listopada 2012

STR8 Adventure, Dezodorant w spray'u oraz płyn pod prysznic.

STR8 można już chyba zaliczyć do klasycznych męskich marek kosmetycznych. Osobiście używam od czasu do czasu tej serii, a w szczególności zielonego "strejta", który podoba się mojej żonie. Obecnie używam dezodorantu w spray'u z tej serii oraz płynu pod prysznic (shower gel).


Ceny? W czasie jakiejś wizyty supermarketowej kupiłem dezodorant w spray'u (szklana butelka z aplikatorem) za około 16 zł, natomiast płyn pod prysznic promocyjnie za 8,99 zł. Nie są to wygórowane ceny za kosmetyk dostępny w markecie.

Czym się jednak wyróżnia  STR8 Adventure? Myślę, że dale dobrą równowagę między świeżym sportowym zapachem a odrobiną drzewnego akcentu, jednak lżejszego niż np. w kosmetykach marki Aspen.

Osobie, która lubi zapachy podobne do Aspen, ale która nie chce się wykosztować z pewnością spodoba się ta seria.

Osobiście nie trzymam się jednego kosmetyku tego typu - w ramach pewnych ram (świeże sportowe zapachy), lubię przeskakiwać pomiędzy markami, poczynając od tych popularnych z reklam TV po tzw. marki własne.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Bigos oraz leczo z cukinii, kabaczka i dyni...

Dziś czas na przypomnienie jednego z popularniejszych postów z "dawnych czasów" - zapraszam :)

Widzę, że wśród czytelników popularnością cieszą się oszczędne przepisy kulinarne, więc tym razem napiszę o czymś bardzo smacznym i tanim (w sezonie). Warzywa o których piszę w szczycie sezonu osiąganą ceny ok. 1 zł, lub nawet mniej, co czyni je atrakcyjną bazą do wymienionych potraw. W przypadku bigosu - zdecydowanie smaczniejszą i delikatniejszą niż kapusta.


Bigos z cukinii i kabaczków
Cukinie i/lub kabaczki należy obrać ze skórki i rozkroić. Następnie należy ocenić nasiona - jeśli są małe - zostawiamy - jeśli są duże i twarde, jak to w dyniowatych, należy je wyrzucić na kompost, jeśli są naprawdę bardzo duże można je ususzyć, bądź uprażyć i już mamy zdrową i pyszną przekąskę zamiast słonecznika.

Ważne: Cukinie i/lub kabaczki należy pokroić w kostkę lub plasterki - wedle gustu - zasolić i pozwolić im odstać i puścić sok (który wylewamy). Ten zabieg nie jest potrzebny przy młodych warzywach - z tym, że puszczą mnóstwo soku do potrawy - ale konieczny, nawet kilkukrotnie, przy starych kabaczkach i cukiniach, które mają cierpki posmak.

Jak dalej robić bigos wie każdy, kto robił go kiedykolwiek, więc bezsensem było, abym to pisał - internet jest pełen pomysłów na bigos.


Leczo
Bazę warzywną przygotowujemy tak samo, z tym, że poza cukiniami lub kabaczkami możemy dodać znacznie więcej dyniowatych - patisony, itp. - ja np. wykorzystuje do lecza przecenione (ale świeże) dynie po Święcie Zmarłych - moda na dyniowe latarnie jest w tym przypadku moim sprzymierzeńcem.

Klasyczna dynia jest jednak słodka - więc według mnie nie powinna stanowić 100% bazy lecza. Mieszam ją z kabaczkiem i cukinią - bez jakiś wstępnie ustalonych proporcji - natomiast jeśli słodycz potrawy jest zbyt duża - doprawiam ją cytryną i dodaję trochę więcej zielonej papryki niż zwykle. Oczywistym jest, że do lecza dodajemy paprykę (w ostateczności choćby paprykę słodką suszoną).

Jak robić dalej leczo wie każdy amator tej potrawy, a jeśli nie odsyłam do internetu.


Swojskie klimaty
Przepisy pochodzą od mojej Ś.P. Babci, która ponauczała mnie różnych patentów. Babcia pochodziła z polskich Kresów Wschodnich, jak i duża część rodziny, więc Kuchnia Kresowa jest mi smakowo najbliższa.

Nie pogardzę także smakami i specjałami z Wielkopolski, nie tylko z uwagi na wielkopolską krew* w moich żyłach, ale też z powodu długoletniego mieszkania w Poznaniu i regularnym podjadaniu w wielkopolskich restauracjach.

*Jeśli chodzi o krew - to smakuje mi czernina :) czyli zupa z kaczej krwi :)

poniedziałek, 12 listopada 2012

TESCO - moja opinia o tym supermarkecie.

Jakiś czas temu omawialiśmy Biedronkę, jako miejsce zakupowe kojarzone dawniej z biedą, obecnie całkiem akceptowalną sieć, zwłaszcza w przypadku nowych punktów - teraz zajmę się TESCO, jako jednym z większych supermarketów w mojej okolicy.

Paliwo z Tesco - w mojej okolicy (angielski Lubin) o akceptowalnej jakości, tylko raz przez ok. 8 lat tankowania zdarzyła się jakaś słaba lura zamiast benzyny - przy tym na sąsiedniej stacji, która cieszy się ponoć jakością i żelaznymi procedurami co do bezpieczeństwa paliwa około 3-4 razy lali podrobioną benzynę. Na tym tle to paliwo zdaje egzamin. Zero problemów z ON z Tesco!

Reszta artykułu dostępna tutaj:

Supermarket TESCO - moja opinia.


wtorek, 6 listopada 2012

Herbata zielona - jak zacząłem pić herbatę zieloną? :-)

Moja przygoda z herbata zieloną zaczęła się wiele... wiele lat temu w pierwszym, czy drugim miesiącu studiów,

Wpis przeniesiony do archiwum:

Zielona herbata - jak zacząłem pić herbatę zieloną?



P.S. Polecam także mój wpis o Yerba Mate na blogu treningowym.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Czy lubisz czytać o zakupach?

Właśnie wróciłem z zakupów, tak... jest godzina 23:41 i nie jest to dla mnie jakaś niezwykła pora na zakupy. Nie raz po pracy i po treningu jadę do supermarketu, który jest otwarty w tych godzinach i cieszę się względnym luzem i brakiem kolejek na kasach.

Czy kupiłem coś ciekawego i nowego? Tak, wypróbowuję właśnie bulion grzybowy Winiary (podany jako gorący kubek) i jestem dość zadowolony. Czuję smak grzybów i nawet pływa w nim coś co można uznać za kawałki leśnych grzybów, a przynajmniej przysuszonej pieczarki. Nie o tym jednak będzie dzisiejszy post...


Czy lubisz czytać o zakupach?

Ja lubię, nie tylko pisać, ale także czytać. Dlatego w ręce naszych czytelników i czytelniczek oddaje nowe "narzędzie", które to czytanie ułatwi - jest to dynamiczny katalog blogów konsumenckich i zakupowych prezentujący zawsze najnowsze artykuły na temat zakupów w polskiej blogosferze. Już teraz katalog jest w miarę kompletny i świetnie się go używa.

Link do katalogu będzie już na stałe dostępny pod naszymi zdjęciami na prawym panelu (zerknij w prawo), a także na bocznym panelu bloga: http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/ - Zapraszam do skorzystania z katalogu, zarówno grono czytelników jak i autorów blogów!

poniedziałek, 29 października 2012

Kilka słów do autorów blogów finansowych.... oraz naprawdę korzystny zakup...

Koleżanka Riannon sugeruję mi napisanie o kolejnym ciekawym doświadczeniu zakupowym na naszych łamach. Ja jednak jestem w czasie dyskusji nad zupełnie innym tematem... a mianowicie kupna reklam, poleceń i linków dla wsparcia naszej działalności gospodarczej, naszych firm, naszego dorabiania po godzinach, itp.

Właściwie jednak ten post będzie w pewnym sensie postem autopromocyjnym, a także skierowanym do grona innych autorów blogów.




Na jednym z blogów podjąłem właśnie tematykę osób z "kręgu komercyjnego", które próbują sobie dzięki autorom blogów robić darmową reklamę... i to jest dla mnie bardzo dziwne. Nasi polscy biznesmeni i różne businesswomen prowadzą dynamicznie rozwijające się interesy, ich sieć relacji kwitnie, czy to multilevel marketing robiony po godzinach, czy różne przedstawicielstwa finansowo-kredytowe, czy to sklepik w necie z genialnymi produktami... wszystko idzie dobrze, klienci są zadowoleni, konto puchnie od przelanej kasy...

...ale jednemu czy drugiej szkoda wydać 0,22 zł (słownie: DWADZIEŚCIA DWA GROSZE) aby zareklamować się na takim blogu jak Korzystne Zakupy...

...i poświęca czas (a czas to pieniądz) aby wpisać pod najnowszym postem komentarz ze sprytnie przemyconym linkiem do swojego interesu! A przecież oczywistym jest, że ten mozolnie i starannie cyzelowany tekst zostanie od razu wykasowany! My nie jesteśmy idiotami, wyższe wykształcenie nawet mamy... co jak co, ale przekaz reklamowy umiemy rozszyfrować... i ciach, była reklama - jest po reklamie ;->

OK, ok... my wiemy doskonale, że w naszym gronie - autorów blogów - pewne formy kryptoreklamy, linków, poleceń wzajemnych, itp. są dopuszczalne, ale jeśli ktoś prowadzi własny interes, gdzie miesięczny ZUS sięga już ok 1000 zł, to co to jest te parę groszy wydane na promocję interesu? To jest nic.

 
Oczywiście, my tutaj blogujemy dla pasji, dla hobby, bo to po prostu lubimy... ale realia życiowe są realiami - doba nie ma 29 godzin, abonament za net nie opłaci się sam, wypijana przy pisaniu artykułów kawa oraz piękna porcelana do której sobie ją nalewamy nie jest za friko, nie zrobimy kolejnego candy dla czytelników bez opłacenia przesyłki pocztowej, itp.

Dlatego jeśli masz firmę, jeśli prowadzisz jakąkolwiek działalność komercyjną, zamiast się czaić... z pewną taką nieśmiałością... i tracić cenny czas, pomyśl o korzystnym zakupie, jakim będzie wykupienie reklamy, lub linka na tym blogu. Wspomożesz blog, który lubisz, oszczędzisz czasu sobie (na komentowanie) oraz nam (na moderację). Pisz na rwks(małpa)tlen.pl i przekonaj się jakie to łatwe, przyjemne i owocne porozmawiać i załatwić korzystną reklamę dla swojego interesu.


P.S. A gdzie tu przekaz dla autorów blogów obiecany w tytule? Ok, ok... już piszę... powiedzcie to samo co ja swoim czytelnikom i reklamodawcom.

P.S.#2 Jeśli niektóre panie chcą się dowiedzieć, jak nie należy nosić torebki - to można się dowiedzieć TUTAJ.

czwartek, 18 października 2012

Wyrzucanie śmieci poremontowych do lasu - dlaczego to się opłaca?

Pewien znajomy w chwili szczerości zaczął przekonywać mnie i argumentować, dlaczego śmieci poremontowe warto wyrzucać do lasu. Oczywiście nie bezpośrednio w lesie pod domem, bo jak to tak nieporządek robić? No nie wypada, przecież on żadnym syfiarzem nie jest! Ale już w lasku przy następnej wiosce można!


Post przeniesiony:

Wyrzucanie śmieci poremontowych do lasu - dzikie wysypiska śmieci.

wtorek, 16 października 2012

Promocja w sieci JYSK. Szafa PRICE STAR 2-drzwiowa, buk.

Niedawno rozmawialiśmy o meblach z sieci IKEA. Dużo czasu nie minęło, a sam stanąłem przed koniecznością szybkiego kupna mebla - jednorazówki. Takiego, który szybko kupisz, złożysz, postawisz w nieeksponowanym miejscu (w moim przypadku zaułek korytarza w biurze), ale który jednak musi być nowy. Wybór padł na szafę z Jysk, popularny dwudrzwiowy Price Star...


Z uwagi na prawa autorskie nie mogę zamieścić fotki - dla ciekawskich - Szafa wygląda tak: http://tiny.pl/hnwv9

Koszt tej szafy to 300 zł z promocji. Cóż, z tymi promocjami i gazetkami w Jysk sprawa po prostu wygląda tak, że prawie nic nie opłaca się kupować poza promocją, chyba, że jesteś w desperacji - jeśli natomiast zależy ci na danym produkcie z Jysk - warto poczekać do kilku tygodni, jest 90% szans, że produkt znajdzie się w gazetce promocyjnej, co oznacza po prostu relatywnie normalną cenę, zamiast tych wziętych z kosmosu.

Wracając do szafy, załatwiany we własnym zakresie transport i złożenie szafy kosztowały mnie łącznie 50zł + czteropak Tyskiego i tu mała uwaga - składanie tej szafy jest bardzo pracochłonne, a elementy delikatne, płyta wiórowa grubości (chyba) mojego małego palca jest bardzo podatna na uszkodzenia, producent nie załączył nawet jednej tubki kleju do drewna, a jest on potrzebny  do składania wielu elementów (szuflady) - niemiła niespodzianka - na szczęście w zapasie miałem tubkę z poprzednich montaży. Powiem tak - dobry fachowiec z doświadczeniem z składaniu mebli walczył z tą szafą, powoli, z precyzją chirurga dobre ponad 1,5h.  Utrafianie cienkimi gwoździkami w płytę wiórową cienką jak jakiś karton.

Takie to cienkie i delikatne, że teraz mamy obawę przed ruszeniem jej z miejsca składania do miejsca docelowego. Wymyśliłem, że jak kleje zaschną, delikatnie podniesiemy, podłożymy pod nią podwójną tekturę i przeciągniemy ją po kaflach na tej tekturze, jak na saniach do miejsca docelowego - jeśli się szafa nie rozpadnie, dam znać w komentarzach.

P.S. Meble poszły obecnie do Angielski Lubin.

piątek, 12 października 2012

KONKURS oszczędzania sponsorowany przez platformę Trejdoo.com - do wygrania 3 atrakcyjne książki!

Serdecznie zapraszamy na konkurs sponsorowany przez platformę Trejdoo.com; konkurs jest organizowany przez nasz blog partnerami konkursu na blogosferze są znane ogółowi czytelników blogi Kupowanie, Kariera Rentiera, Jak oszczędzać pieniądze.
Nagrodami w konkursie są 3 książki: 

- „7 nawyków skutecznego działania”, 

- „Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności”

- „Czas. 52 sposoby na to, by zaczął pracować dla Ciebie”

Zwycięzcy będą mogli wybrać nagrodę.

Informacje o Trejdoo.com

Sponsorem konkursu jest Trejdoo.com, platforma wymiany walut, która pozwala na zawieranie transakcji między użytkownikami (to oni określają kurs wymiany). W ten sposób unikają oni kosztów tzw. spreadu. Trejdoo, jako jedyny serwis pozwala także na wymianę walut po aktualnym kursie rynkowym. Dodatkowo, umożliwia on zakładanie rachunków powierniczych ESCROW, gwarantujących bezpieczeństwo transakcji handlowych.

Niedawno Trejdoo.com uruchomiło Program Partnerski. Dzięki niemu każdy może zarabiać na transakcjach dokonywanych przez osoby, którym polecił platformę. Więcej informacji na temat Programu Partnerskiego znajdziesz TUTAJ.

Zadanie konkursowe

Aby wziąć udział w konkursie należy wejść na (link nieaktywny) i wykonać dwa proste zadania:


  • Odpowiedz na pytanie: Uczestnik programu partnerskiego Trejdoo otrzymuje prowizję od każdej transakcji dokonanej przez osobę poleconą. Ile procent wynosi ta prowizja? 
  • W komentarzu pod tym wpisem opisz jedną sztuczkę/sposób na oszczędzanie – taką, którą każdy z czytelników mógłby wykorzystać na co dzień.


  • Zwycięzcami konkursu będą 3 osoby, które poprawnie odpowiedzą na zadane pytanie oraz napiszą najciekawszą sztuczkę. Oceniać będziemy jej praktyczność, skalę oszczędności, którą umożliwia oraz poczucie humoru.

    Regulamin konkursu: link.


    P.S. Konkurs jest otwarty dla WSZYSTKICH czytelników zarejestrowanych w platformie Blogger/Google lub platformach kompatybilnych (umożliwiających komentowanie) jak np. Wordpress, nie jest wymagane członkostwo/rejestracja w gronie obserwatorów tego bloga oraz partnerów, aczkolwiek byłoby to bardzo miłe dla naszego grona autorów. Zapraszamy!


    sobota, 29 września 2012

    Najkorzystniejsze zakupy... czyli weź za darmo!!!

    Od jakiegoś czasu zajmujemy się tu korzystnymi zakupami, co jednak, jeśli Ci powiem, że w tej chwili możesz wybrać się na ciekawe zakupy i wybrane produkty wziąć za darmo? Mówię tu o ciekawych programach, w które możesz zaopatrzyć swój komputer i oszczędzić wiele, w stosunku do płatnych odpowiedników.


    1. LibreOffice (dawniej OpenOffice) jest pakietem biurowym z klasycznym wyglądem, którego spodziewamy się po pakiecie biurowym. Pakiet jest w stanie zaspokoić 95% biurowych potrzeb w domu i małym biurze.

    Oczywiście jeśli jesteś profesjonalistą i musisz wymieniać skomplikowane projekty biurowe z kolegami pracującymi na Microsoft Office - musisz zainstalować Microsoft Office, jeśli nie - wszystkie prywatne potrzeby biurowe, ewentualnie potrzeby malej firmy (gdzie i tak się w 90% wysyła PDFa do klienta) są zaspokojone.


    2. Gimp - darmowy odpowiednik Photoshopa - i znów się trochę powtórzę: Pakiet jest w stanie zaspokoić 95% graficznych w domu i małym biurze.

    Oczywiście jeśli jesteś profesjonalistą i musisz wymieniać skomplikowane projekty graficzne z kolegami pracującymi w Photoshopie  - w formacie Photoshopa i przy 100% zgodności - musisz zainstalować Photoshopa, jeśli nie - wszystkie prywatne potrzeby graficzne, ewentualnie potrzeby malej firmy są spełnione.

    Wszystkie osoby realnie używające GIMPa z mojego otoczenia są zadowolone, lub przynajmniej cieszą się z bogactwa opcji dostarczonych.... za darmo!


    3. Opera - przeglądarka internetowa. Jak każda przeglądarka ma swoje plusy i minusy. Dla mnie super zaletą Opery jest opcja Opera Turbo. To taka mała niebieska ikona w lewym dolnym rogu (powiększcie zrzut ekranu!).

    Włączona Opera Turbo kompresuje pobierane dane, co znaczy, że przy słabym czy zapchanym łączu pracujemy szybciej. Jeśli jesteśmy rozliczani za ilość danych, np na internecie mobilnym, OSZCZĘDZAMY NAWET OK. 50% TRANSFERU = czysta kasa w kieszeni.

    I to wszystko za darmo - te programy dla Windows łatwo możecie znaleźć w internecie - wystarczy wpisać ich nazwy w Google.

    niedziela, 23 września 2012

    Kawa to nie wszystko! Czyli co należy jeszcze zakupić?

    Kawowe candy to rewelacyjny pomysł Riannon na umilenie czytelnikom życia... zwłaszcza, że wieczory stają się coraz dłuższe a dni coraz chłodniejsze, a kawa... jaka jest każdy widzi... na tą porę roku jest w sam raz!

    Co prawda ja sam klasycznej kawy pijam niewiele (częściej zbożową) ale doceniam ten trunek i jego walory. Prawda druga jednak jest taka, że ja nie lubię pić kawy w "bele czym".

    Kawa w czymś fajnym smakuje fajniej!

    Do kawy najlepiej zatem dokupić jakaś fajna porcelanę, a jeśli lubisz pić kawę na sposób luzacko-biurowo-studencki, tak jak ja, przynajmniej jakiś fajny kubek.

    W kawiarni oczywiście tak 'nowoczesny' nie jestem, przyjemnie mi się piję kawę w ładnej porcelanie, tym bardziej nie rozumiem polityki niektórych kawiarni, mimo drogiej kawy serwujących ją w zastawach a'la PRLowski GS.

    Mimo nowoczesnego podejścia do picia kawy w biurze nie lubię także termokubków, w szczególności z udziałem plastiku w konstrukcji - smakuje mi plastikiem i metalem. Tak samo nie smakuje mi kawa 'turystyczna' z metalowego termosu - musi być klasyczny wkład szklany.

    Kupno klasycznego termosu, albo mini termosu jest dla mnie korzystniejszym zakupem niż termos stalowy... tak samo ceramiczny kubek 'z polotem' będzie lepszy od najbardziej nowoczesnego i fikuśnego hi-tech'owego termokubka.

    A co wy na ten temat myślicie?

    niedziela, 16 września 2012

    Domowe fryzjerstwo - post gościnny

    Dzisiejszym wpisem być może narażę się zaglądającym tu fryzjerom... Ale co tam! O jednym z najkorzystniejszych zakupów w życiu.


    Chciałabym Was zachęcić do popróbowania swoich sił w domowym fryzjerstwie. Nie ma się czego bać! U nas w domu rodzinnym było czymś całkiem naturalnym, że mama strzyże tatę, siostrę i mnie, a ja już jako dziecko odczuwałam dziwne ciągoty ku nożyczkom. Pamiętam, że kiedyś bardzo krzywo obcięłam sobie grzywkę, a potem siedziałam przy obiedzie ze spuszczoną głową, licząc na to, że nikt niczego nie zauważy. (I po cóż były mi studia - może trzeba było pójść w kierunku powołania - fryzjerki w okolicy zarabiają dużo więcej ode mnie i mają się dobrze.)

    Wracając do historii. Mama miała nożyczki fryzjerskie ze Stadionu, kupione tanio od Rosjan. To był bardzo dobry sprzęt! Sekretem dobrych fryzjerskich nożyczek jest ostrość. Próba strzyżenia tępymi nożyczkami to nie tylko mierny efekt, ale przede wszystkim miażdżenie i niszczenie końcówek włosów. Myślę, że wiele osób próbuje przypadkowymi nożyczkami znalezionymi w szufladzie, z łatwym do przewidzenia efektem, czego skutkiem może być tylko zniechęcenie.

    Wyprowadzając się zainwestowałam w proste, poręczne nożyczki Kiepe. Możecie je zobaczyć na zdjęciu. Kupiłam je w sklepie stacjonarnym w centrum Warszawy i dałam za nie kilkadziesiąt zł. (Profesjonalni fryzjerzy oczywiście kupują droższe nożyczki, nawet za kilka tysięcy, ale do domowego użytku naprawdę wystarczają tego rodzaju.) Są to nożyczki 6". Ponieważ przez wiele lat strzygłam się sama na krótko, to później dokupiłam jeszcze nożyczki ząbkowane - degażówki, również 6". Służą one do cieniowania włosów. Teraz noszę długie włosy, ale używam ich do cieniowania końcówek, grzywki itd. - generalnie tak pożądanego efektu włosów wyglądających jak spontanicznie rozrzucone siano. :) Obie pary są bardzo ostre i trzeba niesamowicie uważać na palce! Tu jeszcze mała uwaga dotycząca korzystania z nich. Nożyczek fryzjerskich nie wolno używać do niczego innego, żadnego przecinania opakowań, a zwłaszcza papieru. Są wbrew pozorom dość delikatne i powinny być używane tylko i wyłącznie do włosów. Najlepiej schować je dobrze przed przypadkowymi użytkownikami. ;)

    Każdy, kto chodzi do fryzjera, może łatwo policzyć, jak szybko zakup nożyczek się zwrócił. Załóżmy, że przez 10 lat, bo mniej więcej tyle czasu nosiłam króciutką fryzurę, odwiedzałabym fryzjera co miesiąc. To daje 12 wizyt rocznie, tani fryzjer w naszej okolicy to około 30 zł. To daje 3600 zł. Biorą pod uwagę ceny warszawskie - byłoby jeszcze więcej.

    Koszty psychiczne. Oczywiście nie zawsze byłam zadowolona z efektu swojej pracy... Ale - byłam też dość wyrozumiała dla siebie, a włosy mają to do siebie, że szybko odrastają. U fryzjerki byłam dwa razy w życiu, w tym raz jako dziecko, i też byłam niezadowolona. Zresztą uczyłam się na sobie jeszcze w czasach studiów, kiedy mogłam na głowie nosić, co chciałam. Z każdym strzyżeniem było bardziej i bardziej profesjonalnie. Strzygąc się sama mogłam na to poświęcić dużo czasu. A kiedy wyszło ładnie, odczuwałam olbrzymią satysfakcję. Strzygłam też wielu znajomych, czasem w pięknych plenerowych okolicznościach przyrody i egzotycznych miejscach. No i oczywiście Sahiba (do podanej powyżej oszczędności można doliczyć jeszcze kilka tysięcy).

    Słówko o męskim strzyżeniu. Sahib ma mocno kręcone włosy, kiedy są długie, wyglądają jak afro. Przez kilka lat strzygłam go nożyczkami „na palec” (na długość palca), było to dość czasochłonne. Później kupiliśmy maszynkę Philipsa z trymerem. Koszt około 250-300 zł. Regulacja od zera do 21 mm. Maszynka jest świetna, strzyżenie ze zmiennymi długościami zajmuje parę minut i jeszcze parę minut na brodę (Sahib nosi brodę). Maszynki tej można też używać do cieniowania końcówek przy długich włosach - czasem z tego korzystam. Jedyna wada tej maszynki - słabo działa na akumulatorach. Mam wrażenie, że nożyki nie poruszają się dość szybko i „ciągną” włosy. Dlatego używamy jej na kablu. No i korzyść dodatkowa - jeśli będę miała kiedyś wełniste owce, to mam już wprawę w strzyżeniu w skali mikro. :)


    Co tam jeszcze mam w podręcznym przyborniku, który możecie zobaczyć na zdjęciu? Jako osoba trochę zakręcona na punkcie fryzjerstwa w międzyczasie wzbogaciłam swój „salon” w takie elementy jak profesjonalna pelerynka fryzjerska (polecam, świetny śliski materiał, po którym ześlizgują się włosy), pędzle do nakładania farby, maleńki grzebyk i nożyczki do wąsów (zestaw za kilkanaście zł w supermarkecie).

    A Wy strzyżecie się sami? Macie jakieś wypróbowane patenty i sprzęty? Czy wolicie u fryzjera?

    Pozdrawiam wszystkich i życzę pięknych i udanych fryzur! Tofalaria http://tofalaria.blogspot.com/

    sobota, 8 września 2012

    Mikrofibra

    Ściereczek z mikrofibry używam od dawna, koszt takiej szmatki jest nieco większy od standardowej, jednak korzyść znaczna. Ja głównie ich używam do sprzętu audio – video, komputera, samochodu i wszelkiego rodzaju szklanych powierzchni. Co najważniejsze ściereczka nie wymaga środków chemicznych, zwłaszcza gdy mamy obawy co do ich stosowania taka ściereczka to świetne rozwiązanie. Dlatego na sucho lub lekko zwilżona doskonale nadaje się do przedmiotów elektronicznych i tym podobnych, przy tym z brudem i kurzem radzi sobie dobrze – nie zostawia smug.


    Można ją używać wielokrotnie, warunek jest jeden, gdy już się zabrudzi prać ją należy w szarym mydle a potem bardzo starannie wypłukać. Oczywiście przy bardzo brudnych powierzchniach „to se nie da” ale też nie wyobrażam sobie aby normalnie użytkowany np. TV wymagał agresywnej szczoty - chyba że to celowe maskowanie pixeli :)

    Autorem powyższej wypowiedzi jest Arszu z bloga Niecodziennik.

    Ze swojej strony dodam, że do elektroniki, o której wspomniał Arszu ja często używam także sprężonego powietrza w sprayu (z małą długą rurką). Spróbujcie bowiem wyczyścić brud, np. z pomiędzy klawiszy laptopa przy użyciu klasycznych środków? Nie da się. Odkurzanie natomiast może skończyć się wyrwaniem/zassaniem klawisza.


    Jeśli użytkujecie laptopy KONIECZNIE polecam przedmuchanie układu chłodzącego waszego komputera. Zaczopowanie się wlotu wentylatora kurzem może doprowadzić do zepsucia się sprzętu na amen.

    P.S. Tradycyjnie już dziękuję za wsparcie bloga reklamowcom z AdTaily - firmom LedMarkt oraz Kosmetykomania.

    wtorek, 4 września 2012

    Kasza jaglana - jadło przodków (wpis gościnny)

    Na początek parę słów o mnie. Staram się żyć prosto, ale ciekawie. I tak samo jeść - często potrawy jednogarnkowe albo takie, które można odgrzać. Szukam nowych-starych smaków, portfel mam średnio zasobny. Dlatego zaproponowałam Adminowi bloga "Korzystne zakupy" temat kaszy jaglanej - kaszy, którą jadali nasi słowiańscy przodkowie.

    Artykuł dostępny tutaj:

    Kasza jaglana - jadło przodków (wpis gościnny)

    poniedziałek, 3 września 2012

    Ikea we Wrocławiu (Bielany Wrocławskie) - moje wrażenia

    W niedzielę byłem w sklepie Ikea, bardziej za sprawą rodziny niż w własnej chęci, chociaż zainteresowały mnie regały z Ikei, które potencjalnie mógłbym zamontować u siebie na zapleczu, a nawet znalazłem dobrze wyglądający regał, który spokojnie mógłbym wstawić w biurze i nie byłby "obciachowy"... zastanawiam się jeszcze.


    Ogólne wrażenia z tego sklepu są jednak średnie z dodatkiem negatywnych. Po pierwsze niesamowity tłok, rozumiem marketing i popularność sklepu, ale Ikea ewidentnie nie radzi sobie z nadmiarem klientów, sklep nie ma jakiejkolwiek wizji, co zrobić z tym fantem. Inne sieci handlowe już dawno zrobiły z tym porządek i teraz główne sklepy i sieci meblowe i budowlane są nie tylko w mieście wojewódzkim, ale i w drugorzędnych ośrodkach o odpowiednim potencjale...

    Zostawmy marketing, nie rozumiem klientów stojących w dłuuugich, dłuuuuuuuuugich.... kolejkach po hot-doga albo w barze/restauracji Ikea z daniami niewiele tańszymi niż około 100 metrów dalej na pasażu przy Tesco, gdzie kolejek nie ma. My zjedliśmy tanio i dobrze w KFC. Longery zdają zawsze egzamin a i frytki lepsze niż w McDonald's.

    Wróćmy do Ikea - beznadziejnie urządzony sklep jak dla mnie, poza jednym małym skrótem chcąc dostać się na interesujący mnie dział muszę przejść labirynt innych działów. Przymusowy przepęd rogacizny, normalnie. Zanim dotarliśmy w tym tłoku na interesujący nasz dział dekoratorski (poza wspomnianym biurowym) byliśmy już zmęczeni, a przynajmniej ja byłem już nieźle wkurzony tym chaosem, kociokwikiem i brakiem organizacji. - gdy dotarliśmy na dekoratornię z głośników Ikea rozległ się komunikat, że z powodów technicznych do odwołania sklep nie wystawia faktur.... a to niespodzianka.... o w mordę!

    Pomysł Ikei na urządzenie pokazowych wnętrz jest dobry, gdyby nie przymusowy przepęd przez nie. Pokazowe pomieszczenia są urządzone strasznie chaotycznie i jest tam napakowane multum towarów, tak że sprawdzając cenę regału widzę obok kilka-kilkanaście różnych cen i etykiet - to nie dla mnie... managerowie tego sklepu nie wiedzą co to jest styl, co to jest minimalizm, prawidłowa ekspozycja... sklep jest za ciasny jak na multum wystawionego towaru.

    OK, to ocena subiektywna, dla niektórych z was sklep Ikea może wydać się ciekawy i atrakcyjny - obiektywnie patrząc ceny jednak nie są jakaś rewelacją. Oczywiście znalazłem kilka okazyjnych produktów oraz produktów gdzie stosunek jakość/cena/pomysł jest dość ciekawy. Ogólna ocena produktów to jednak co najwyżej 3+.... no... może trochę naciągana 4.

    Jeśli bawić się w ocenianie to pała (i w pałę managera działu też należałoby stuknąć) za dział "okazyjne wyprzedaże". O ile kilka lat temu ten dział pamiętam z naprawdę okazyjnych ofert, ot... końcówki serii, elementy dawnych ekspozycji, czasem delikatnie uszkodzone w mało eksponowanym miejscu (kupiłem tak szafkę do łazienki... bez najdrobniejszych uszkodzeń... końcówka z ekspozycji) to wczoraj widziałem tam to po prostu śmietnik... sorki... podobne "produkty" to są u mnie za darmo pod śmietnikiem.... wstyd to wystawiać (chyba że w składzie opału gdzieś w Pcimkowie Dolnym)!

    W efekcie w Ikei nie kupiłem nic, zakupy zrobiliśmy na pasażu Tesco (szacuję że na jednym produkcie, zegarku Casio oszczędziliśmy ok. 100 zł w stosunku do ceny w naszej miejscowości) a meble prawdopodobnie zamówię w innej skandynawskiej sieci meblowej (choć się jeszcze zastanawiam). Kilka regałów i biurek Ikea było całkiem fajnych - wybór kolorystyki beznadziejny i bardzo ograniczony.

    Ale może wam zakupy w Ikei się udały? Napiszcie.

    niedziela, 2 września 2012

    Ogłaszam wyniki Candy

    Zjechałem prosto z trasy, 200 km i padam z nóg, ale nie chce odkładać losowania na jutro, aby nie było manipulacji przyjmę metodę wyboru inną niż na blogu R-O, tym razem niech zadecydują trzy ostatnie cyfry kursu USD pobrane z wp.pl - lecimy zatem...


    ...mamy zatem 300. Kto podał liczbę najbliższą 300? Zaraz sprawdzę i podam wynik w komentarzach... ale jeszcze łyk Noteckiego, zasłużyłem na tego bączka po takiej trasie :)


    ...osobę która wygrała proszę o podanie mi polskiego adresu do wysłania nagrody :)

    piątek, 31 sierpnia 2012

    Kaufland

    Na blogu R-O komentatorzy zaczęli dyskutować o supermarketach, dyskusja doszła do krytyki supermarketu Kaufland, więc kilka moich słów na ten temat - zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.


    Negatywy:

    Powiem tak, w mojej okolicy Kaufland to przystań dla meneli. Różni dziwni ludzie piją, siedzą w okolicach sklepu, na schodach do sklepu, zaczepiają o "dwa złote na piwo, szefie", klientela też często przychodzi problemowa i nietypowa, często nietrzeźwa, wedle opinii mieszczuchów - jest to ulubiony market tzw. "wsi" (z całym szacunkiem dla mieszkańców wiosek, różni nietypowi klienci pochodzą głownie z satelitarnych miasteczek, tzw. gorszych dzielnic miasta).

    W efekcie szczególnie zimą, przechodząc przez hall Kauflandu można nadziać się na zapachy z innej planety. Nie trudno o interwencje policji w sklepie (kradzieże są częste).

    Pozytywy:

    Do obsługi nie mam zastrzeżeń, obsługa jest generalnie miła, bezkonfliktowa, skora do współpracy w razie problemu (reklamacje), dobrze przeszkolona.

    Korzystam z tablicy ogłoszeniowej w supermarkecie... to dobre miejsce na sprzedaż czegoś używanego. Miły gest dla klientów.

    Ceny i jakość:

    Trudno się spodziewać mega-jakości po tanim supermarkecie, ale na pewno jest to dobry kompromis pomiędzy ceną i jakością. Używałem wielu produktów oznaczonych markami wewnętrznymi Kaufland i sobie je chwale. Na przykład - pieluchy Wickies (ten najdroższe z kauflandzkich) są bardzo dobre... no osobiście tych pieluch nie używałem ma się rozumieć ;D ... płyny po goleniu... oliwa.... niektóre produkty spożywcze Vitae d'Oro (marka wewnętrzna Kauflandu) nie budzą żadnych zastrzeżeń... a kto jak kto... ja na słabej jakości jedzenie jestem wyczulony.

    Podsumowując:

    Moim zdaniem, nieco głupawa kampania reklamowa w mediach - ta ze zniekształconymi/wielkimi głowami - mogłaby być zarzucona, a środki przeznaczone na przeszkolenie dla ochrony, zatrudnienie dodatkowego - umundurowanego - ochroniarza, który goniłby pijane menelstwo choćby z wnętrza sklepu i okolic wejścia. Zadbanie oo czystość marketu oraz częstsze sprawdzania produktów (w Kauflandzie koniecznie trzeba sprawdzać daty ważności - dużo przeterminowanych!) dopełniłoby reszty. Kaufland miałby szansę dogonić Biedronkę, jeśli chodzi o czystość i jakość. Zobaczymy... na razie niemiecki Ordnung to na pewno to nie jest.

    czwartek, 30 sierpnia 2012

    Rybka na dopalaczach.... czyli zakup ryb w supermarkecie.

    Lubię ryby i spożywam ich całkiem dużo. Mieszkam na Dolnym Śląsku, gdzie jednak trudno o świeże ryby morskie, a jeśli już są to są "świeże inaczej" o czym zaraz napiszę.

    Artykuł przeniesiony:

    Rybka na dopalaczach.... czyli ryby z supermarketu.

    niedziela, 26 sierpnia 2012

    William Lawson's - recenzja oraz test na własnej skórze: rewelacyjny patent kosmetyczny.

    Czytelnicy znają mnie z surowego podejścia do zagadnienia trunków, jednak tutaj nie będziemy zajmowali się moralnością, wszystko jest dla ludzi i z tym duchem publikuję recenzję whiskey w bardzo korzystnej cenie wraz z ciekawostka kosmetyczną.


    Artykuł został przeniesiony na mój główny blog, aby przeczytać - kliknij poniżej:

    Candy-konkurs na naszym blogu!!!

    Niniejszym ogłaszam nowy konkurs, candy na naszym blogu!!! Nagrodą jest markowy, oryginalny i nowy "Kikkerland Portable Multi-Tool" o blisko 11 funkcjach, który może zmieścić się w Twoim portfelu! Nie musisz oczywiście tego cuda wkładać do portfela - załączam do niego wygodne etui ochronne.

    Jeśli jesteś facetem docenisz ten multitool! Jeśli jesteś zaradną gospodynią domową warto mieć go pod ręką! Jeśli kochasz swojego faceta - zrobisz mu miłą niespodziankę, wygrywając nasz multitool!


    Regulamin candy jest następujący:

    1. Mogą brać w nim udział osoby z Polski, lub posiadające w Kraju adres do wysyłki (rodzina).

    2. Candy trwa dokładnie 7 dni od chwili obecnej (do następnej soboty do północy).

    3. Aby wziąć udział należy:

    a) zgłosić chęć uczestnictwa tutaj w komentarzach podając dowolny numer zawodnika od 1 do 999,

    b) być obserwatorem/obserwatorką Korzystnych Zakupów, lub dołączyć do naszego grona.

    c) jeśli jesteś użytkownikiem innej platformy blogowej (np. wordpress'a) możesz zgłosić się linkując na swojej stronie Korzystne Zakupy na okres min. 12 miesięcy!


    Specjalistyczny stop odporny na korozję, praktyczne zastosowania i oryginalność tego gadżetu survivalowo-domowego to oczywiście niewiele z praktycznymi korzyściami, które możesz osiągnąć korzystając z informacji na naszym blogu :)

    Candy na R-O było dość 'specjalistyczne' i skierowane do wąskiego grona czytelników, to natomiast jest konkurs, który spodoba się każdemu!

    Koledzy i Koleżanki... czas start!

    czwartek, 23 sierpnia 2012

    Obolon - ukraiński podpiwek. Kwas chlebowy.

    Podpiwek
    Podpiwek ma jako napój długą i bogatą tradycję. Faktycznie jest to rodzaj niskoalhoholowego piwa drugiego sortu, który dominował jako główny napój klasy pracującej w Europie przez całe średniowiecze, aż do początków XX wieku.


    Artykuł dostępny w archiwum:

    Obolon / Obołoń - ukraiński podpiwek

    wtorek, 21 sierpnia 2012

    Korzystne zakupy

    W czasach kryzysu ważną umiejętnością jest zdolność zarządzania domowym budżetem. Jednym z jej elementów jest oszczędzanie. Możemy oszczędzać w różny sposób. Najlepiej jednak robić to w sklepie i robić jak najbardziej korzystne zakupy.

    Wbrew pozorom nie oznacza to wcale, że powinniśmy kupować możliwie tanio. Najtańsze artykuł często są kiepskiej jakości i często się psują. Dodatkowo możemy mieć problem z wyegzekwowaniem gwarancji. Dlatego też, wybieranie najtańszych artykułów nie zawsze jest korzystne. Zakupy muszą być przemyślane i odpowiednio zoptymalizowane pod kątem przelicznika cena/jakość.Tak więc pierwszą rzeczą, na jaką powinniśmy zwrócić uwagę kupując cokolwiek droższego jest gwarancja, serwis i dostępność części zamiennych. Nie kupujmy rzeczy nieznanych marek, tak zwanych „no name”, które nie mają swoich punktów napraw i nie produkują części zamiennych. Pamiętajmy, że korzystne zakupy muszą być przyszłościowe. Nabywanie bubli, które zepsują się po pierwszym użyciu takie nie jest.

    Nieco inaczej ma się sprawa z kupnym tanich artykułów, głównie żywnościowych. Szczególnie produkty słabo przetworzone są wszędzie takiej samej jakości. Prawda jest bowiem taka, że od tych samych importerów owoce biorą zarówno delikatesy, jak i dyskonty. Tyle tylko, że w tych drugich jest o kilkadziesiąt procent niższa marża.

    Kolejną ważną rzeczą jest korzystanie z różnorakich promocji. Jednak jeżdżenie po całym mieście, w celu kupienia przecenionych artykułów ze wszystkich sklepów wcale nie jest korzystne. Zakupy powinniśmy robić w jednym miejscu, i najlepiej w dużych ilościach, oszczędzamy wtedy czas i paliwo.

    Gdy już jesteśmy w sklepie liczy się też sposób zapłaty. Za korzystne zakupy powinniśmy płacić kartą, gdy chodzi o mniejsze rzeczy i gotówką, gdy kupujemy więcej. Dlaczego właśnie tak? Przy większych transakcjach, na przykład sprzętu RTV czy AGD sprzedawcy często dadzą nam rabat, gdy płacimy gotówką. Nie muszą wtedy płacić opłaty interchange. Mniejsze wydatki natomiast warto pokrywać kartą kredytową, gdyż często możemy skorzystać z jakiegoś programu promocyjnego banku. Ponadto, możemy wykorzystywać bezpłatny kredyt, a w tym czasie trzymać gotówkę na oprocentowanym rachunku.

    Gdy robimy korzystne zakupy, unikajmy jak ognia sklepów z „ratami 0%”. „Zero procent” sprzedawca odbija sobie w cenie towarów. Oznacza to, że takie sklepy są po prostu droższe od tych, gdzie zakupy na raty są oprocentowane.

    Pamiętajmy też, że sprzedawcy internetowi mogą sporo zaoszczędzić na kosztach utrzymania punktów sprzedaży naziemnej. W związku z tym ceny na aukcjach lub w sklepach internetowych są po prostu korzystne. Zakupy przez sieć są tym lepsze, że nie musimy po towar wychodzić z domu. Dodatkowo nasze transakcje są lepiej monitorowane i łatwiej nam odzyskać pieniądze w przypadku nieuczciwego kontrahenta.

    Na zakończenie warto wspomnieć, że największym wrogiem oszczędzania są kredyty. Dlatego, najważniejszą zasadą, jeżeli chodzi o korzystne zakupy, to unikać jak ognia wysokooprocentowanych pożyczek, i w terminie spłacać całość swojego zadłużenia na karcie. Jeżeli nas na coś nie stać, to tym bardziej nie stać nas na dodatkowe odsetki od kredytu na kupno danej rzeczy.

    Tankowanie przy Tesco i Auchan.

    Przez lata tankowałem benzynę w Auchan w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku przy okazji weekendowych wypraw do supermarketów, następnie w mojej okolicy otworzyli Tesco i tam zacząłem tankować benzynę....

    Ciąg dalszy w archiwum:  Tankowanie przy Tesco i Auchan.

    Zapraszam na zaprzyjaźnionego bloga na wrażenia z długiej podróży Autostradą A2.

    poniedziałek, 20 sierpnia 2012

    Tłuszcz do smażenia.

    Jako chłop gotujący, a szczególnie lubiący smażone potrawy, często zastanawiam się nad tym jaki tłuszcz jest najlepszy do smażenia.


    Artykuł przeniesiony do archiwum:

    Jaki tłuszcz do smażenia?

    Żubrówka Palona - recenzja

    Mocne trunki pijam nieczęsto i to głównie "w chorobie" albo jeśli jest szczególna okazja. Czasem także pijam małe ilości (tzw. setki) w celach degustacyjnych/testowych, np. sprawdzając czy napitek, który kupuję komuś na prezent nie jest porażką.


    Dziś spróbowałem likieru o nazwie Żubrówka Palona... likieru... bo mimo, że marka sugeruje akwawit jest to dla mnie ewidentny mocny likier o woltażu 34%.

    Smak w małym stopniu przypomina klasyczną Żubrówkę, choć wyczuwam jej delikatny posmak, czuję palony słód, miód oraz przyprawę korzenną. Całość przyjemnie grzeje gardło a dodatek przypraw sprawia, że woltaż wydaje się większy niż w rzeczywistości.

    Oceniając ogólnie - jest to na pewno korzystny zakup dla osób, które poszukują markowego trunku nawiązującego do typowych polskich gorzałek korzennych/żołądkowych, raczej słodkich niż wytrawnych a wahają się pomiędzy zachodnią marką whiskey a jakimś rodzimym klasykiem.

    Osobiście pozostanę "w razie W" przy klasycznym polskim balsamie np. Kresowym, na prezent jednak bez krępacji kupię Żubrówkę Paloną, mimo że jej cena aż dwukrotnie przebija popularny Balsam Kresowy.

    Dywan bambusowy

    Dziś zaserwuję wam coś konstruktywnego i oszczędnościowego - dywan bambusowy.


    Artykuł dostępny w archiwum:

    Oszczędny zakup - dywan bambusowy

    Gorący Kubek Knorr - zupa kurkowa - recenzja

    Dziś nastał dzień, w którym bijemy złych i niedobrych po pupie. Na pręgierz wywołuję firmę Unilever właściciela marki Knorr i producenta zupy Gorący Kubek - Zupa Kurkowa.



    Artykuł dostępny w archiwum:

    Gorący Kubek Knorr - zupa kurkowa - recenzja.